Czytam coraz więcej informacji w internecie, żeby dowiedzieć się więcej i więcej i wzmocnić moją motywację. Między innymi bardzo podobał się mi następujący artykuł:
W skrócie oraz z moimi postanowieniami:
1. Uwierz w siebie!! To może brzmieć śmiesznie,
ale tak naprawdę w twój umysł musi mieć pewność, że możesz osiągnąć tą
transformacje w rzeczywistości. Nie próbuj dążyć do nierealnych celów. Musi to
być taki cel, który wiesz, że na pewno będziesz mógł/a osiągnąć. Wiara w siebie
to pierwszy i najważniejszy cel. Jeśli ty nie będziesz wierzyć w siebie to kto
będzie?
Z tą wiarą w siebie jest krucho, ale będę nad tym pracować! Cały czas!!!
2. Napisz na kartce przyczyny dlaczego chcesz
podążać ustalonym programem. Możesz ją również gdzieś powiesić i przeczytać w
chwili zwątpienia.
- Bo
chcę jak osiągnę moją wagę, to skończy się moja walka. Będę z siebie dumna i
zadowolona, że się mi udało i osiągnę spokój. Po prostu będę mogła skupić się
na zdrowym życiu i innych celach
- Bo
z tą wagą czuję się dobrze. Czuję się atrakcyjnie, wzrasta moja pewność siebie,
co powoduje, że lepiej idą mi wszystkie inne rzeczy
- Będę
się mieścić we wszystkie moje ubrania
- Bo
to kwestia mojego honoru! Obiecałam sobie, że się mi uda i musi się udać!
Trochę mało, ale będę również myśleć nad kolejnymi powodami. Zresztą te chyba są wystarczające, prawda?
3. Pamiętaj aby zaplanować swój dzień dnia poprzedniego. Rozpisz albo już
przygotuj potrawy na następny dzień. Przemyśl o której godzinie będziesz
ćwiczyć. Trzymaj się planu, bo jeśli zaplanowałeś/aś ćwiczenia o 18, a nie
wykonasz ich, będą przechodziły następne godziny i następne, aty ciągle
będziesz przekładał/a ćwiczenia na później aż w ogóle ich nie zrobisz. WIEM co
mówię, bo sama doświadczałam tego samego!
Planuję, będę planować. Mniej więcej przynajmniej. A jak nie będę mieć wszystkiego gotowego to będę mieć opcje awaryjne :)
Na
koniec! Pamiętaj, że to TY SPRAWUJESZ KONTROLĘ! Tylko TY KONTROLUJESZ to, co
wkładasz do żołądka!! Tylko TY DECYDUJESZ, czy zorganizujesz godzinę czy
pół na ĆWICZENIA
Bardzo mądre. To ja wkładałam wszystko do żołądka w wakacje. Niepotrzebnie obwiniałam mojego męża. Trochę się liczyłam z konsekwencjami, a trochę o nich nie myślałam i mam za swoje. Gruba krecha i do przodu!
Dziś tydzień zdrowego tryby życia (mojego normalnego) za mną. Waga 57,4 kg. Jeszcze tylko 3,4 kg do zgubienia! Planowałam, że zejdę do 57,0 kg, ale jest spoko. Ważyłam się na czczo, ale przed wizytą w kibelku a brzuszek znowu trochę jak banieczka. Jest dobrze. Nie będę się tak przejmować wagą. Moim celem jest obniżenie jeszcze trochę tkanki tłuszczowej. Było 18,4%, a chciałabym, żeby było około 16% (15% to chyba za duży cel jak na matkę karmiącą). W ogóle o tym też chciałam napisać, bo przecież ja cały czas karmię! 7-8 razy dziennie, więc spokojnie z tym odchudzaniem. Może mój organizm trochę się broni? I dlatego tak powoli to idzie?
Dalej mam postanowienie, że dopóki nie osiągnę wagi 56,0 kg z powrotem, to nie ma żadnych nagród i żadnych słodyczy!!! Jeśli się nie uda do końca sierpnia, to przynajmniej to spotkania z Panią Dietetyk. Przynajmniej do spotkania z nią będę super dzielnie się trzymać i nadrobię, wszystko, co popsułam. Byle do 10 września. Byleby nie było więcej tłuszczyku, to jest mój cel. A jakby było odrobinę mniej, to bym już była super szczęśliwa!!!!
Zrobiłam wczoraj turbo Ewy Chodakowskiej. Spaliłam tylko/aż 350 kcal. Parę ćwiczeń było trudnych, ale ogólnie ok. Killer chyba bardziej mnie zmęczył. Zapomniałam założyć pulsometru, więc nie wiem, jak ze spalaniem. Po killerze miałam super zakwaszone łydki.
Dziś rano udało się mi już być na siłowni i zrobić godzinkę mojego treningu - mocne cardio z elementami siłowymi. Z uwago na braki czasowe musiałam połączyć 2 treningi w jedną całość. Ręce bolały, oj bolały, bo większość ćwiczeń w podporze!
Zabrałam się też, tak, jak obiecałam za czytanie mądrej książki. Nie dość, że dowiem się jak karmić moje dziecko, to jeszcze wrócę do podstaw, na przykład opisane są w książce zaburzenia odżywiania u młodzieży. Pozycja warta przestudiowania!!!!
Chcę wiedzieć, co je moje dziecko. Chcę wiedzieć, co sama jem i dlaczego czasem to wymyka się spod kontroli!!! A teraz do karmienia marsz (mam kryzys laktacyjny... kolejna rzecz do przestudiowania).