Takie wczoraj hasło przeczytałam na blogu koleżanki. I słusznie. Zważyłam się rano i jest 57,7 kg, czyli 2 kilo mniej niż wczoraj! Ładnie musiałam naładować do tego swojego brzucho-śmietnika! W takim razie postanawiam trzymać się mądrej zasady, że ważę się raz na tydzień (w niedzielę albo w poniedziałek). Do końca sierpnia odpracuję moje wakacyjne szaleństwo i wrócę do wagi 56 kilo.
Przeczytałam wczoraj artykuł o powrocie do wagi sprzed ciąży. Wynika z niego ogólnie, że najczęściej powinno się tracić około 2 kg miesięcznie, czyli jeżeli ktoś przytył 18 kilo jak ja, to spokojnie powinien sobie dać na to 9 miesięcy. Ja mam przed sobą więc jeszcze 3 miesiące i nie będę się stresować już. Plan oczywiście jest, żeby schudnąć trochę szybciej, ale zobaczymy, jak się uda. Najważniejsze to odrobić straty, bo w wadze 56 już czułam się dobrze. Teraz mam 94 cm w udach (było już nawet ciutkę mniej niż 92) i około 48 w udzie - dążymy do 47. Może nie ma tragedii, trzeba tylko wziąć się w garść!
Tragedii to na pewno nie ma, bo czytałam wczoraj blogi dziewczyn, które mają do zrzucenia po kilkadziesiąt albo kilkanaście kilogramów. Dla mnie smutne są jednak te kroki w tył, bo byłam już na etapie, że jeszcze tylko 1,8 a tu nagle jeszcze tylko 3,7 kg do zrzucenia. DAMY RADĘ!!!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz