piątek, 23 sierpnia 2013

Luzujemy, czyli nie tędy droga!

Byłam wczoraj po raz pierwszy na zajęciach HIIT. Nie wiem, co powiedzieć. Wybrałam się na nie z 2 powodów, raz: bo przeczytałam artykuł o ten poniżej o przyspieszaniu metabolizmu i zajęcia HIIT były wymienione tam na pierwszym miejscu:


a po drugie, ponieważ prowadzi je moja dobra znajoma, super fajna instruktorka Aga zarażająca uśmiechem i optymizmem. Owszem, poćwiczyłam, zmęczyłam się trochę, momentami bardzo. Cały trening w zasadzie w strefie spalania. Myślę, że żeby go ocenić to trzeba go wykonywać regularnie i dopiero zobaczyć rezultaty. Ogólnie super godzina. Potem jeszcze zrobiłam 25 minut treningu siłowego w superseriach i w sumie 700 kcal spalonych w prawie półtorej godziny. Zabawne, że jedno ciastko o takiej wartości kalorycznej je się w 10 sekund (niestety przy mojej żarłoczności nie trwa to 10 minut), a ciastek zjadłam nie jedno, tylko ze 100!!! Nic więc dziwnego, że waga poszła w górę.

Trening treningiem, ale przemyślenia po spotkaniu z Agą ważniejsze. Uśmiechnięta, zadowolona (też dużo schudła, to ta która mówiła, że umysł powinien odpuścić) zaszczepiła we mnie myśl! Boże! Co się ze mną stało! Z fajnej wesołej interesującej dziewczyny stałam się jakąś wiecznie niezadowoloną frustratką! Ciąża i cały okres okołoporodowy a potem każdy kolejny dzień mnie tak zmieniał. Nie tędy droga. Powinnam wyluzować i odnaleźć siebie. Zawsze miałam hopla na punkcie treningów i ćwiczeń, nie raz walczyłam z dodatkowymi kilogramami, bo były różne okresy w życiu, ale nigdy nie byłam taką frustratką i desperatką. Wracając słuchałam muzyki w aucie i pomyślałam sobie, że w moim życiu nie ma relaksu, nie ma chwili wyciszenia. Jest tylko szał, pęd za czymś i wieczny stres! Nie tędy droga. Najlepsze efekty w odchudzaniu, jeśli chodzi o utratę centymetrów miałam w lipcu. Raz, że byłam wtedy już w dobrej formie, a dwa, że zaczęłam bawić się i eksperymentować z przepisami i sprawiało mi to radość. 

Dlatego też uwaga do mojego wczorajszego wyzwania: nie pozwolę, by słodycze zrujnowały efekt mojej pracy, bo chcę osiągnąć w końcu cel, ale nie będę taką ascetką! Tak nie może być. Dlatego postaram się robić wszystko z umiarem i dla mojego zdrowia i zdrowia małej.

Następny post będzie o czekoladzie :-)

Jeszcze jedna rzecz, chodzi mi po głowie, że może mój organizm trzyma trochę tłuszczu, bo jednak karmię piersią i jest on potrzebny mojemu organizmowi do produkcji mleka. To taka mini wymówka, albo usprawiedliwienie.  O tym też będę pisać w następnej kolejności.

Doszły do mnie 2 nowe książki: Ewa Chodakowska oczywiście oraz jeszcze jedna o żywieniu dzieci, która przedstawia żywienie człowieka od podstaw, od momentu poczęcia. Czasem warto wrócić do początku, żeby wszystko przeanalizować.

Dziś też spotkanie z nowych psychoterapeutą. Zobaczymy jak będzie.

Budzę małą i zaczynamy nowy dzień. Dużo do zrobienia. Postaram się więcej robić, a mniej pisać, choć do napisania sporo również jest. Ale dziś czytam czytam i jeszcze raz czytam! Do usłyszenia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz