Dzień kolejny. Dzisiaj odpoczynek, a raczej rutyna. Nie jeździmy po przychodniach, siedzimy w domu, robimy pranie... właśnie, pranie! i spacerek. Do apteki. Moja skóra wygląda marnie. Zwłaszcza na piersiach. Rozstępy - check! Są! Nie przejmuję się nimi, bo któż ogląda moje piersi. Tak bardzo ich znowu nie widać. Cellulit na udach i pośladkach - check! Jest. Mniej jędrna skóra na brzuchu i na rękach - pod pachami głównie - check! Cóż, trzeba się pogodzić z upływającym czasem. Jakoś bardzo mnie to nie boli (bolą mnie bardziej inne rzeczy, więc tymi się już nie przejmuję, zresztą dawno się pogodziłam z tym, że pewnych rzeczy się nie zmieni i nic się na nie nie poradzi). Ale ale, niekoniecznie trzeba bezczynnie na nie patrzeć. Mogę przecież zainwestować w kremy! W weekend byliśmy na targach Mother and baby i tam było stoisko firmy Palmer's. Mają bardzo fajną gamę kosmetyków do ciała na bazie masła kakaowego, albo masła shea. Kupię sobie krem do biustu i ujędrniające coś do ciała z masłem kakaowym i będę testować.
Dziś dzień mój wyjściowy. Siłownio witaj. Nie wiem, o której uda się mi wyrwać z domu, więc nie wiem czy i na jakie zajęcia pójdę (może znowu HIIT). Na pewno mam mój trening do zrobienia - jeszcze się zastanowię w jakiej formie go wykonam, czy jako mocne cardio czy jako trening siłowy (tak, są takie opcje, żeby to pozmieniać). Po ostatnim połączeniu 2 treningów czułam porządne zakwasy na pośladkach i na udach. Nareszcie!
Dieta. Odezwała się do mnie w końcu moja Pani Dietetyk. Myślałam już, że się obraziła, że zasypuję ją moimi problemami z życia osobistego (bo niestety tak się zdarzyło). Napisała mi, że mnie wspiera. Ona jest mądra i skuteczna i czasami bezkompromisowa, czyli potrafi być ostra!!! Dlatego powinnam jej słuchać. W każdym razie postanowiłam wprowadzić niewielkie zmiany w moim trybie życia - a mianowicie nie jeść późnych kolacji. Do tej pory zdarzało się mi jeść je po treningu nawet po 22!!! Posiłek potreningowy to zupełnie co innego, bo to obowiązek, ale to tylko owoce i jogurt, więc nie trawi się długo i nie zalega w żołądku na noc. Chleb natomiast to zupełnie co innego. Gdy idę na późny wieczorny trening to nie będę jeść kolacji. Kolacja moja regularna będzie jedzona między 19:30 a 20:00, po karmieniu mojej Maleńkiej!!!!
Kiedyś odchudzałam się, nie jedząc kolacji, kończąc na ostatnim posiłku o 16:00-17:00. Było to z perspektywy czasu wykańczające, ale zawsze skutkowało. Przed ślubem też udało się mi dużo schudnąć - doszłam do 50 kg i super wyrzeźbionego ciała, ale wtedy stosowałam treningi na czczo (a podobno nie działają, a jednak!) oraz niejedzenie wieczorami węglowodanów, tylko białko i warzywa, czyli to jedzenie wieczorne też jest kluczowe!
Mała wstaje. Idę do moich codziennych obowiązków. I tak dziś wyjątkowo długo pospała. 9:30!!! Wow!!
PS. Sprostowanie dietetyczne! Dostałam maila od mojej pani dietetyk. Nie mogę się głodzić. Mam jeść kolacje, zawsze, co najwyżej mogę zrezygnować z węglowodanów, jak jest bardzo późno. No dobrze, ufam jej, w końcu wie, co robi.
Dodatkowo napisała mi, że przecież tak niewiele mi zostało jeszcze do zgubienia!!! No właśnie, niewiele, więc nie powinnam kombinować, tylko trzymać się planu i wytrwać! Koniec kremów czekoladowych, koniec oszustw!!!! (Krem czekoladowy potrzebny był mi, żeby podnieść morale, ale to było przegięcie)!!!!
PS. Sprostowanie dietetyczne! Dostałam maila od mojej pani dietetyk. Nie mogę się głodzić. Mam jeść kolacje, zawsze, co najwyżej mogę zrezygnować z węglowodanów, jak jest bardzo późno. No dobrze, ufam jej, w końcu wie, co robi.
Dodatkowo napisała mi, że przecież tak niewiele mi zostało jeszcze do zgubienia!!! No właśnie, niewiele, więc nie powinnam kombinować, tylko trzymać się planu i wytrwać! Koniec kremów czekoladowych, koniec oszustw!!!! (Krem czekoladowy potrzebny był mi, żeby podnieść morale, ale to było przegięcie)!!!!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz