Ostatnie dni wakacji. Trochę się obawiam tego, że to już koniec. Koniec odpoczynku, beztroski. Pora będzie wziąć odpowiedzialność za swoje życie, zająć się codziennymi sprawami i sprawami, które odkładałam "na po wakacjach". Z drugiej jednak strony cieszę się, że będę mogła wrócić do mojej codziennej rutyny, za którą jednak tęsknię. Te wakacje wytrąciły mnie zupełnie z równowagi - zawiesiłam moje treningi. Najpierw była choroba i zniechęcenie tym, że znowu pokłóciłam się z M., potem moje lenistwo i brak silnej woli. Porzuciłam - zawiesiłam - moją dietę na czas wakacji i w gruncie rzeczy zrobiłam z siebie trochę śmietnik. Nie jestem z siebie dumna. Przez 12 tygodni przed wakacjami usilnie pracowałam, żeby wrócić do figury i formy sprzed ciąży i... prawie się udało, a tu przyszły wakacje i wszystko rzuciłam w kąt. Mimo pracy i zaangażowania w to wielu osób. Marysi, Maćka, pani psycholog... wszystko to porzuciłam. Być może dlatego, że ja sama poczułam się porzucona. Po wakacjach już ich nie będzie. Zrezygnowałam z psychoterapii, zrezygnowałam ze wspólnych treningów z Marysią, co za tym idzie ze spotkań z Maćkiem. Tak więc w pewnym sensie nie mam do czego wracać! To oczywiście nie fair, co piszę! Mam super córeczkę, która w niedzielę skończy 6 miesięcy. Mam fajnego męża, którego kocham i któremu na mnie zależy. Mam skończoną szkołę, o której zawsze marzyłam. Jestem bliska powrotu do mojej wagi przed ciążowej (co prawda muszę odpracować moją wakacyjną rozpustę, ale może nie powinnam robić z tego aż takiej tragedii, bo wystarczy, że zmotywuję się i szybko zgubię ostatnie kilogramy i już nie dopuszczę, żeby wrócić do takiego trybu życia, jaki prowadzę w wakacje!). Mam plany na przyszłość. Jeszcze wiele mnie czeka. Pomimo tego ogólnego uczucia osamotnienia i porzucenia nie jestem sama. Moje życie nie jest bezcelowe. Jedyne, czego potrzebuję, to zmiana nastawienia. To nastawienie na sukces, na wiarę w siebie. Liczy się droga do celu a nie tylko sam cel. Tak więc opiszę tutaj moją drogę. Począwszy od niedzieli. Z okazji 6. miesięcy mojej małej Z. postanawiam stać się mocniejszą kobietą, mądrzejszą, wierzącą w siebie, w to, że uda się mi osiągnąć moje cele. Jeszcze całe życie jest przede mną! Nie mogę się poddawać i zrażać drobnymi niepowodzeniami. Nie mogę też uważać wakacji za niepowodzenie. Spędziłam niezapomniane chwile z moją rodziną, na co nie zawsze jest czas...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz