I niestety muszę to napisać! Dałam ciała na całej linii na wakacjach. Miałam się zdrowo odżywiać i ćwiczyć i miały być to moje pierwsze zdrowe wakacje od dawien dawna. I co? I nie wyszło. Może jeszcze pierwszy tydzień jako tako się trzymałam, ale potem już poległam. Zamiast warzyw wprowadziłam słodycze, zamiast delektowania się posiłkiem - potajemne podjadanie ciastek, gdy inni nie widzieli. A najgorsze jest to, że równocześnie patrzyłam krytycznym okiem na puszystą matkę dającą swojej rocznej puszystej córeczce pączka do jedzenia zamiast marchewki!!! Dość!! Wołam dość! Opamiętaj się Maryśka. Jutro moja córeczka kończy pół roku. To czas, w którym chcę zacząć wprowadzać jej stałe pokarmy do diety i powoli (bardzo powoli) zacząć odstawiać ją od piersi. I co? I jaki chcę dać jej przykład? Jak najlepszy oczywiście. Dlatego właśnie muszę się opamiętać. Wakacje przeżyłam o kawie, słodyczach i nie ruszając się zbyt dużo. Jest to zupełna odwrotność zasad, które wyznaję. Oczywiście większość osób by mnie usprawiedliwiła, ja sama sobie znalazłam wymówkę, bo przecież jestem słaba, nieszczęśliwa i nie mam silnej woli! Nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. Po prostu odkreślam grubą linią to co się działo. Faza pierwsza czyli pierwsze 12 tygodni po porodzie za mną (brak diety, powolne wprowadzanie ćwiczeń, rehabilitacja mięśni brzucha). Faza druga, kolejne 12 tygodni (dieta, ćwiczenia z trenerem personalnym) + 2 tygodnie wakacji również za mną. Nie udało się mi osiągnąć celu, czyli wagi takiej, jaką miałam przed ciążą (54 kg), ale byłam blisko. W szczytowym momencie było 55,8 kg... o krok od sukcesu. (W ciąży przytyłam 18 kilo... po porodzie zniknęły tylko 4 kilogramy, więc naprawdę było nad czym pracować.) Nie będę narzekać już na wakacje i na siebie. Zabieram się od jutra (normalnie zabrałabym się od dziś, ale dziś dopiero wracaliśmy z wakacji, nie było nic zdrowego do jedzenia, ale zrobiłam już super zakupy i jestem gotowa) za siebie. Dieta, treningi. Postanowiłam, że w 2 tygodnie wrócę do wagi sprzed wakacji (czyli około 56 kg) - nie ważę się na razie. Do końca sierpnia odzyskam moją wagę przed wakacyjną, a potem w 4 tygodnie września pozbędę się ostatnich 2 kilogramów. I koniec tego. Mam super dietetyczkę, super dietę, nie będę już siebie oszukiwać. Zrobię to co mam do zrobienia i dam mojej córce dobry przykład. Od jutra zaczynamy też rozszerzanie diety Z. BLW, zobaczymy, czy zadziałasz!!!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz