Waga poszła w górę zamiast w dół. Niby wyglądam dobrze, ale cm są dalej za duże, bo 67 cm w talii i 93 w biodrach - moje minimum, które chcę uzyskać to 92 cm. Nie będę słuchać pani dietetyk, zwłaszcza, że kiedyś mi napisała, że jak mija mało czasu od treningu do pójścia spać, to nie mam jeść kolacji, tylko owoca i jogurt. Tak też będę robić po późnych ćwiczeniach, na przykład dzisiaj, może coś ruszy.
Wczoraj trening odpuściłam, cały dzień zajmowałam się małą i nie miałam już siły, zresztą zrobiłyśmy bardzo długi spacer wokół plant, a potem prawie doszłyśmy do domu na nogach (tzn. na moich nogach). Zresztą pośladki były zakwaszone od moich wymyślnych lunge'ów. Nie wiem, jak wdrożę ćwiczenie codzienne, bo to ciężko może z tym być i czasowo i organizacyjnie i ostatnio od tego odwykłam, bo ćwiczyłam 4 razy w tygodniu. Zobaczymy, jak to będzie. Małe wstało, trzeba iść
Chciałam jeszcze napisać, że wczoraj spotkałam się z koleżanką ze studiów, która waży teraz 43 kilo. Bez diety, bez treningów... bez stresu! No właśnie nie, to wszystko przez stres!!! Przez niepoukładane życie, stresy, zawody... Na twarzy wygląda jak 45 letnia kobieta, tyle ma zmarszczek! A przecież mamy tylko 32 lata! Jesteśmy młode. Mimo tego, że waga lekko skoczyła mi w górę (57,6 kg) i nie przybliżam się do celu, to myślę, że jednak schudnę, jeśli nie teraz to po odstawieniu karmienia, powrocie do pracy, przy większej ilości zajęć, i gdy będę mogła wprowadzić jakieś większe restrykcje do diety, to wtedy się uda, a czasu się nie cofnie i zmarszczki nie znikną. Najważniejsze, że mam zdrową rodzinę. I w miarę szczęśliwą!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz