czwartek, 22 sierpnia 2013

Wyzwanie dla słodyczoholiczki

Ponieważ moim głównym wrogiem w walce o super sylwetkę (i o wagę, och jakżebym była już szczęśliwa, gdybym osiągnęła moją wagę przed ciążą!!!) są SŁODYCZE, których potrafię jeść niestworzone ilości to postanawiam podjąć się wyzwania: 30 dni bez słodyczy.


Zdjęcie ze strony:

Dzień pierwszy liczę od niedzieli 18 sierpnia, tak więc jestem już na 4. szczebelku (4 pełne dni bez słodyczy, jupi!!!), bo do środy się mi udało przetrwać. Do 16 września włącznie jak się uda, to będzie rzekome 30 dni, a że w tygodniu słodyczy nie jem, tylko w weekendy (takie mam postanowienie i zasadę na okres odchudzania), to może wytrwam do końca tygodnia, a potem do końca września też już będzie niedużo, więc dam radę, a wtedy wyjdzie całe 6 tygodni bez słodyczy :-) 42 dni! Oczywiście trzeba będzie doczekać do weekendu, a nie do końca września, wiec teoretycznie 7 tygodni bez słodyczy przede mną. Jeszcze się nad tym zastanowię, bo miałam się nagradzać w weekendy niewielką ilością słodkości, ale może dopóki nie osiągnę mojej wymarzonej wagi to nie jest to wskazane. Tak będzie rozsądniej. Po co mi puste kalorie, które będą mnie oddalały od mojego celu. Chyba, że uda się mi osiągnąć zaplanowaną wagę, to zostanę tylko na tym wyzwaniu 30-to dniowym. Postanowione. Moja Pani dietetyk pozwoliła mi zjeść od czasu do czasu galaretkę, zresztą mam ją w swoich przepisach, albo kostkę gorzkiej czekolady. Mogę też jeść niskotłuszczowe kakao. Oczywiście wszystko z umiarem. Tak więc tego nie liczę jako słodycze. Do roboty!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz