Równowaga, gdzie ta równowaga? Na razie została trochę wytrącona i zmącona, ale zebrałam wiedzę i środki, żeby wrócić do równowagi. Jutro jeszcze lajtowy dzień (potem też nie będzie jakoś tak strasznie, mam nadzieję, że będzie lepiej, bo będę dążyć we właściwym kierunku!) Dziś w knajpce zamówiłam sałatkę z marynowanym kurczakiem i uzupełniłam zaległą z obiadu porcję warzyw zamiast zamówić jak zwykle szarlotkę z lodami i sosem waniliowym. Jestem z siebie dumna! Słodycze mi nic nie dadzą!!!! Pamiętaj o tym!!!!
Niestety czytając ostatnio książkę Wiem co je moje dziecko... zdiagnozowałam u siebie bulimię. Pora się przed samym sobą przyznać. Trzeba rozpoznać problem, żeby móc z nim walczyć.
Pomijając jednak ten fakt, ustaliłam, że będę
1. Pić minimum 1,5 litra wody mineralnej, żeby woda się nie zatrzymywała w moim ciele
2. Na późne kolację potreningowe rezygnuję z pieczywa (zaoszczędzę jakieś 125 kcal, niewiele, ale to pewnie i tak wyrównuję w inny sposób - najważniejsze, że nie będzie węgli wieczorem i może coś ruszy, jeśli jem kolację koło 20, to jem ją normalną, zalecaną przez panią dietetyk z odmierzoną porcją złożonych węglowodanów (bo spokojnie z tymi ograniczeniami)
3. Jeśli będę miała nieodpartą ochotę na słodycze to zjem nasiona, suszone owoce, orzechy albo gorzką czekoladę, ale uwaga!!! do 100 kcal!!! tylko tyle, nie więcej!!!!!!!
4. Ćwiczę po pół godziny codziennie z Ewką - w dni treningowe ćwiczę też więcej
5. Waga już tylko w niedzielę
6. Słodycze raz na tydzień, też w niedzielę i z umiarem!!!! Jedno ciastko!!!!! Jeden deser, nie więcej!!!! Bez dokładek
7. Na razie unikam pizzy i innych rozkoszy, ale potem sobie będę na nie pozwalać, jednak nie częściej niż raz na miesiąc!!!! Taki dzień wolności!!!! (ale to dopiero po zakończyniu procesu redukcji)
8. Uważam na płynne kalorie
9. Bez dokładek!!!!
9. Bez dokładek!!!!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz