czwartek, 29 sierpnia 2013

Karmienie piersią a utrata kilogramów

A może po prostu nie jest mi dane teraz schudnąć, bo karmię piersią i mój organizm chce mieć jeszcze jakieś zapasy tłuszczyku, a ja się rzucam jak ryba w wodzie? Niepotrzebnie tyle o tym myślę! I tak daję sobie czas. Zobaczymy jak to będzie. Na hormony nie mam wpływu, na moją tarczycę też niewielki. Zresztą badania pokazały, że jest w porządku. Jutro mam wizytę kontrolną u endokrynologa, zobaczymy, co powie. Pewnie nic nowego i nic odkrywczego. Około rok trwa regulacja tarczycy po ciąży i wtedy się okazuje, czy niedoczynność była tylko ciążowa, czy na stałe. Być może moja mama miała rację, że wagę po ciąży można zrzucać nawet przez rok i wcale to nie jest takie nienormalne. A ja głupia na początku myślałam, że uda się mi w 3 miesiące!!! Minęło pół roku i też się jeszcze nie udało. Nie wyglądam już źle, mieszczę się w moje stare ubrania, nie jest więc źle. Można tak trwać, można się nie przejmować tyle. Zobaczymy co będzie z tym karmieniem. Dziś M. przywiezie krzesełko do karmienia i to zmieni moje życie, na łatwiejsze. Na razie nie mam jak karmić małej. Męczę się strasznie bo muszę ją trzymać. Dziś udało się nam ugryźć parę kawałków jabłka. Wiem, że BLW wymaga czasu i cierpliwości. Podaję małej też czasami trochę stopionego jabłka łyżeczką, a to też wymaga czasu i cierpliwości. Krzesełko jest niezbędne.


Z drugiej strony powinnam napisać, że nawet lubię karmić piersią, jak mała była mniejsza to jadła przecudnie i wydawała przecudne odgłosy. Teraz już jest albo spokojniejsza i odgłosów nie wydaje, albo szaleje jak wariat, wtedy nie lubię (to chyba była wina mojego kryzysu laktacyjnego po pół roku, ale teraz chyba wraca już wszystko do normy). Ciekawe, ile jeszcze będę karmić. Nie mam żadnego planu. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz