"Pochwaliłam" się mojej Pani Dietetyk, co zdziałałam w wakacje. Dostałam maila zwrotnego, że jest jej bardzo przykro, że nie udało się mi racjonalnie odżywiać, że bardzo chciałam, żebym traktowała plan żywieniowy jako mój nowy styl życia, a nie jako dietę. Jako coś przyjemnego. Że jedno ciastko można zjeść, ale trzeba znać umiar. Ja tego umiaru nie znałam i dlatego właśnie teraz jest tak, jak jest. Chciałam być z siebie dumna i zadowolona, a na razie nie ma powodu. Pani Dietetyk napisała mi też, że myśli, że waga na pewno wróci do normy, zważywszy na to, że na pewno woda się w moim organizmie zatrzymała i stąd też wrażenie przytycia.
Chciałam się pochwalić tym mojemu mężowi, tzn. zwierzyć się mu, ale już jakiś czas temu moja mama mi powiedziała, a raczej doradziła, żebym niektóre rzeczy zostawiła dla siebie. Faceci nie lubią słuchać w kółko wałkowanych tematów, narzekań, jak to się źle czujemy i źle wyglądamy. Wszelkie swoje smutki i wątpliwości (mam nadzieję, że będzie ich coraz mniej, aż w końcu znikną) będę wylewać na tym blogu, tak, żeby nikogo nie zadręczać.
Tak jak sobie obiecałam nie zważyłam się dzisiaj. Nie zajmuję się już tylko jedzeniem, bo udało się mi odwiedzić już z Malutką moją przyjaciółkę. Rozpuściłam wici, że poszukuję niani, bo za jakiś czas trzeba będzie wrócić do pracy i ktoś moją Kochaną córeczką będzie musiał się zaopiekować. Porozmawiałyśmy chwilę. Trzeba wyjść z tej izolacji, w jaką się wpędziłam. Moja przyjaciółka 3 miesiące temu urodziła chłopca. Nie udaje się jej na razie ćwiczyć, bo nie ma na to czasu (to już jej drugie dziecko), diety też nie trzyma, bo nie jest do tego stworzona, jak sama stwierdziła, za to postanowiła nie jeść po 19. Jej waga też się zatrzymała i nie spada. Dzięki tej metodzie udało się jej zejść o pół kilograma w 2 tygodnie. Ważne żeby się nie poddawać, nie załamywać rąk i coś robić, albo w ogóle się nie przejmować. Jestem osobiście za połączeniem tych dwóch metod, ale to wychodzi mi tylko w teorii.
Chwila przyjemności, żeby zająć myśli czymś innym.... Choć teraz właśnie przyszło mi do głowy, że skoro to plan na całe życie i pasuje mi, to nie muszę o tym aż tak dużo myśleć, po prostu powinnam sobie żyć, zajmować się swoimi sprawami, a waga sama spadnie! Przyjemności, które mnie dziś czekają to mój fryzjer! Nareszcie. 3 tygodnie temu wpadło mi coś głupiego do głowy i stwierdziłam, że denerwują mnie moje włosy. Do mojego fryzjera się nie umówiłam, tylko pomyślałam sobie, ze pójdę gdziekolwiek, gdzie tylko mają miejsce. I tak też zrobiłam. O jakże wielka była moja rozpacz. Wyglądam teraz jak strach na wróble. Z tyłu długie, z przodu krótkie, bez ładu i składu. Nic się nie da z tym zrobić. Może jakbym układała przez godzinę dziennie, to przypominałabym człowieka, ale nie mam na to ani czasu, ani sprzętu ani ochoty. Mam nadzieję, że mój fryzjer mnie nie przeklnie za zdradę i uratuje sytuację. Z zapuszczania włosów jednak nici. Chyba skończy się na czymś krótkim. Ważne, żeby było fajnie i żebym nie musiała się tak męczyć. Gorzej już nie będzie. Byle więc do 18!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz