czwartek, 19 grudnia 2013

Zmieniłam się ja czy zmienił się świat?

Właśnie do mnie mama zadzwoniła i powiedziała, że tata ma migotanie w sercu i chcą mu założyć rozrusznik. Chcieli go zabrać do szpitala, ale nie zgodził się. Na razie ma powtórzyć jutro badania. Co czuję? Nic.... Nie przejęłam się tak jak powinnam, nie zrobiło się mi smutno, nie poczułam nic. Przykro się mi zrobiło, że znowu ogrom obowiązków i cierpienia spadnie na mamę...

Moja mama postanowiła pójść jutro do Pani dietetyk. Mojej pani Kariny! Jestem z niej ogromnie dumna i zadowolona. Zdecydowała się, zrobiła pierwszy krok i umówiła się na wizytę. Będę ją dopingować z całych sił, bo najwyższa pora, żeby o siebie zadbała. Całe życie zajmowała się innymi, a swoje życie i zdrowie zaniedbywała. Mam nadzieję, że wystarczy jej zapału, żeby naprawdę się zmienić...

Moja mama jest naprawdę dla mnie wsparciem. Czasem się na nią wkurzam, ale mogę na nią liczyć, tylko z nią mogę porozmawiać teraz o wszystkim i naprawdę mnie zrozumie... Zawsze tak było, ale gdzieś mi to w którymś momencie życia umknęło...

Moja przyjaciółka A. Dalej nieosiągalna. Okazuje się, że ma guza w piersi. Niedługo idzie na jego usunięcie. Zostanie on poddany badaniu histopatologicznemu. Do tego czasu, do otrzymania wyników chodzi nieprzytomna i nieobecna... Chciałam jej jakoś pomóc, zaproponowałam, że pójdę z nią na zabieg. Ciężko kogoś wspierać, gdy ten ktoś sam jakoś tak się odsuwa i jest nieobecny. Samej mi ciężko, bo zostałam sama, bez przyjaciółki... Rozumiem, teraz jest jej czas i jej problemy... ale być może jeszcze trochę żalu się we mnie kryje za poród, za ten okropny czas, gdy zostałam kompletnie sama....

Praca. Przełamałam się i poszłam złożyć kolegom życzenia. W końcu z nimi chcę mieć dobre relacje i lubię ich. Spotkałam nawet szefa. Złożyłam mu również przysłowiowe Wesołych Świąt.... ale on jak zwykle taki nieobecny. Nie poświęcił mi ani ułamka sekundy. Zawsze taki był. Potem mój przełożony się pytał, czy widziałam się z szefem. Nie wiem, co oni knują.... tzn nie wiem, co mój szef knuje, ale nie uda się mu to, bo się odpowiednio przed tym zabezpieczę! Wszyscy się mnie pytali, czy przychodzę na Wigilię. Powiedziałam, że przyjdę za rok. Moja mama to skwitowała, że powinnam była powiedzieć, że nikt mnie przecież nie zaprosił.

Dom rodzina kosmos. Moja mała była dziś lekkawo nieznośna. Katar ją męczył i wypowiadała słowo mamma z częstotliwością iście nieziemską, wdrapywała się na mnie, chodziła za mną wszędzie. Momentami miałam jej czasami dość. Mój mąż zajęty sprawami samochodu i domu, więc nie mógł poświęcić jej za dużo czasu. Teraz żyję w obawie, że jest na mnie zły, że mu nie pomagam. Oczywiście zaproponowałam mu pomoc, albo że zrobię  mu kolację, byłam też jednak na jednej godzinie fitnessu, więc obawiam się, że może mieć o to do mnie jakieś pretensje... a może to tylko moje wyobrażenie, bo ja już mam urojone w głowie, że ciągle będzie mieć do mnie pretensje i żale o coś. 

Zastanawiałam się, jak wiele zmieniło się w naszym życiu. Bardzo wiele. Odkąd pojawiła się mała. Pisałam już chyba o tym, że mój mąż skwitował ostatnio podczas rozmowy z koleżanką, że u nas nie ma romantyzmu, bo on nie ma na to czasu, bo zajmuje się dzieckiem. I tak być może sprawy właśnie się mają. Jest dziecko i toczy się wszystko wokół niego, a nasz związek jak kulał, tak kuleje.... Przynajmniej mi brakuje dowartościowania, usłyszenia, że jestem ważna, potrzebna kochana!

A może powinnam przestać się nad tym zastanawiać, przestać narzekać i nękolić, tylko po prostu żyć i cieszyć się z tego co jest? Moje myślenie zmieniło się po porodzie... Może nie przestał mnie nikt kochać, tylko wręcz przeciwnie, pojawił się nowy człowiek do kochania... Dlaczego jest mi tak trudno z tym żyć i to dostrzec i zrozumieć?

Jestem przerażona powrotem do pracy. Jak to wszystko sobie zorganizować, jak znaleźć na wszystko czas? Jak poświecić córce jak najwięcej uwagi? Jak wtedy zadbać o związek, o siebie? Może inni sobie radzą. Ja oczywiście nie chcę rezygnować z niczego, tylko wszystko sobie jakoś poukładać...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz