wtorek, 10 grudnia 2013

Wracamy do formy po przeziębieniu (i czekoladowej wpadce)

Wtorek. Słoneczny ładny dzień. W końcu mogłyśmy pójść na spacer i wróciłyśmy do normalnej rutyny. Rano Insanity, wieczorem fitness... o ile mój mąż wróci w końcu z pracy. Muszę pojechać zastępczym autem, którym nie umiem jeździć i które uważam za puszkę śmierci, bo nasze poszło do naprawy. Ale czego nie robi się dla stepu, nawet zaryzykuje się życie! Głupoty gadam. Seicento nie jest takie złe.

Waga poranna 56,5 kg, czyli nie jest tak źle. Przydałoby się do czwartku wrócić do 56,0 kg, żebym mogła pochwalić się Karinie, że trzymam wagę! No zobaczymy, ile z tego to woda i zaległości w brzuszku, a ile rzeczywiście przybrałam obżerając się czekoladkami!

Słabo z motywacją! Ale będę robić, co tylko będę mogła. Na wiosnę będzie na pewno lepiej! Jestem o tym przekonana!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz