Czwartek rano. Dalej jestem chora, ale jest już dużo lepiej. Mąż już wrócił do pracy. Dziś kolejny trzeci już z rzędu dzień bez treningu. Jeszcze nie będę ryzykować i osłabiać mojego organizmu, a od jutra wracam do Insanity. Będę robić po kolei, to, czego nie zrobiłam. W ten sposób dzień odpoczynkowy wypadnie mi w środę, a w niedzielę będę robić tylko stretching i ćwiczenia wzmacniające, które trwają pół godziny, czyli też nieźle. Gorzej będzie z siłownią w tym tygodniu, bo nie wiem, czy uda się mi w ogóle wyskoczyć na nią, albo na jakiekolwiek zajęcia. Na razie przećwiczyłam 25 minut w tym tygodniu, żeby zrobić moje minimum, czyli 3 godziny to potrzeba jeszcze 2 godzin i 35 minut, czyli piątek sobota i niedziela po 52 minuty treningu, albo po prostu muszę zrobić Insanity po kolei wg planu i jeszcze 45 minut jakichś innych ćwiczeń, czyli wypadałoby się wybrać na siłownię i dokończyć mój trening siłowy. Może się w weekend uda, zobaczymy, jak na to będzie zapatrywał się mój mąż. W przyszłym tygodniu oddajemy samochód do naprawy, więc też będzie słabo z ćwiczeniami. Dobrze, że wymyśliłam to Insanity. Przynajmniej mogę ćwiczyć w domu!
Moja dzisiejsza waga to 56,0 kg, więc jest bardzo dobrze. Bałam się, że waga poszybowała do góry. Na szczęście nie. Utrzymuję moją wagę poodchudzeniową. I tak chcę przez cały grudzień, utrzymać wagę 56 kg. A od stycznia... wiem, wiem, nie powinnam się już odchudzać, ale przecież mogę sobie wyznaczyć nowy cel. Schudnąć 2 kilogramy to już nie będzie tak trudno, spokojnie będę mogła to osiągnąć w miesiąc obcinając trochę kalorie. Najważniejsze, żebym teraz miała wszystko pod kontrolą.
W ten weekend mam imieniny. Na razie nic specjalnego nie planuję, ale może jednak, jakaś mała przyjemność może się wydarzyć.
W przyszły weekend natomiast jest wigilia firmowa u mojego męża w pracy i cholera, nie mam się w co ubrać. Tzn mam małą czarną, ale jest naprawdę mała. I opina się lekko na pupie. I jest dopasowana na brzuszku. Zastanowię się nad nią. Miałam ją na swoim panieńskim, jak ważyłam z 4 albo nawet 6 kilo mniej (tak mnie stres wyciągnął przed ślubem). Najwyżej pójdę w sukience, którą kupiłam na chrzest małej, co prawda jest bardziej koktajlowa niż wieczorowa, ale na pewno się w nią zmieszczę i nie będę musiała się stresować, że jak cokolwiek zjem, to będzie mi wystawał wielki brzuchol!!!
Dobra, trzeba się jakoś ogarnąć i przetrwać ten dzień do powrotu M. z pracy. Chorość może mnie nie wykończy i dam radę jakoś zająć się małą. Dziś odpoczywam jeszcze. Trzeba się wykurować do końca!!!!
PS. Acha! Miałam jeszcze napisać, że powinnam i chciałabym bardziej optymistycznie spojrzeć w przyszłość. Nie jest źle. Daję sobie ze wszystkim radę. I z domem i z dietą (nie jest źle, naprawdę bywałam już na dnie, a teraz mam wszystko pod kontrolą). Z pracą też sobie dam radę. I z porządkami, kiedyś w końcu muszę się ogarnąć!!!!
PS. Acha! Miałam jeszcze napisać, że powinnam i chciałabym bardziej optymistycznie spojrzeć w przyszłość. Nie jest źle. Daję sobie ze wszystkim radę. I z domem i z dietą (nie jest źle, naprawdę bywałam już na dnie, a teraz mam wszystko pod kontrolą). Z pracą też sobie dam radę. I z porządkami, kiedyś w końcu muszę się ogarnąć!!!!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz