poniedziałek, 9 grudnia 2013

Narzędzia!

Sprzątając szafę znalazłam mój stary dzienniczek, w którym zapisywałam to co jem, ile ćwiczę i jakie są moje postępy w utracie wagi po ciąży. Wszystko zaczynało się 1 kwietnia, czyli tuż po moim połogu. Niestety, pomimo usilnych starań moja waga nie spadała i oscylowała w granicach 60-62 kg, co przy moim wzroście 164 cm jest dla mnie strasznie dużo (rok temu waga wahała się od 50 do 54 kilo... no od 52, bo to 50 to było przedślubne ekstremum). Ja znowu piszę o wadze! Nic to, to po coś jest. W każdym razie w połowie maja poszłam do pani dietetyk, zaczęłam ćwiczyć z moją trenerką i wtedy w końcu coś ruszyło! I szło w dobrym kierunku! Czasem oczywiście były zastoje, czasem ja popadałam w złość, w zwątpienie, albo wypadała jakaś impreza... w każdym razie zdobyłam narzędzia! Zdobyłam wiedzę o diecie, o treningu, o odpoczynku. Dużo się dowiedziałam. Nie wykorzystałam tego w 100%. Dalej popełniam błędy, ogromne błędy! Dziś jak spojrzałam a siebie w lustrze to nie mogłam na siebie patrzeć. Dalej jest cellulit, dalej odstający brzuszek. A przecież były już takie dni, że byłam całkiem zadowolona z siebie! Co jest?! Chcę znowu osiągnąć ten stan! Znów chcę się cieszyć ze swojego wyglądu. Włożyłam w to mnóstwo pracy!  Tak wiele już osiągnęłam, ale wiem, że potrafię więcej, chcę więcej! Jeszcze trochę więc pracy przede mną, ale mogę się zmotywować tym, że wracam do pracy, do ludzi (no, bez przesady, bo ja w mojej pracy ze zbyt dużą ilością ludzi się nie stykam, ale zawsze!). Dziś wyrzuciłam 90% swoich ubrań. I tak w nich nie chodziłam. Nie zostało prawie nic. Jeszcze będę robić kolejne czystki. Może to dobrze, takie odświeżenie. Może uda się mi kupić sobie coś nowego... choć z tym to może być słabo, gdyż z finansami krucho i przez następne miesiące/lata raczej nie zapowiada się na zmianę... ale zawsze coś tam sobie można kupić. Tym optymistycznym akcentem zapuszczam sobie film. Przed północą.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz