Dziś są moje imieniny. Nie świętuję jakoś szczególnie, chyba nawet większość osób zapomniała o tym, że dziś jest właśnie jest ten dzień.
Pojechałam z mężem do sklepu kupić regał do pokoju. Obiad więc zjedliśmy u teściowej, nie do końca taki jak powinien być. Potem skusiłam się jeszcze na 2 andruty... a w domu na mnóstwo moich imieninowych czekoladek. Odpuściłam sobie. Znowu. Znowu idę w nie najlepszym kierunku. Nie będę się tym teraz zadręczać, jednak jutro trzeba będzie spojrzeć prawdzie w oczy i zważyć się i przedsięwziąć odpowiednie skutki. Może to taki mój emocjonalny zastępnik na dzisiejszy dzień. Mój mąż jest dla mnie kochany i miły, ale jakoś szczególnie się nie czuję w tym dniu. Niestety.
Powoli zastanawiam się jaki wybrać sposób na odstawienie małej od piersi i kiedy to zrobić. Dziś mała nie dostała już mleczka na drugie śniadanie. Był tylko podwieczorek. Czytałam na stronie mojej nowej idolki Tanii Baron, że ona jak karmiła piersią, to w jej organizmie zatrzymywał się tłuszcz i woda. Ja przewiduję, że u mnie jest podobnie, bo bardzo powoli schodziły ze mnie kilogramy, ale jednak schodziły. Gdy trzymałam dietę oczywiście. Zastanawiałam się, czy odłożyć dalszą część odchudzania się do odstawienia karmienia czy też zająć się tym już po nowym roku. Zdecydowanie dużo argumentów przemawia za tym, żeby zacząć od razu w styczniu. (Powinnam się też zastanowić najpierw, czy jest mi to w ogóle potrzebne, ale nie mam jeszcze końcowej satysfakcji, tak więc chcę jeszcze nad sobą popracować.) Wiem, jakie błędy popełniałam i popełniam do tej pory. Po prostu nie mogę sobie odpuszczać. Najważniejsze, że nie mam już do zrzucenia 8 kilogramów, czy nawet ponad 6-ciu, tylko ze 2, więc to nie powinno być trudne. Wystarczy się zmobilizować i trzymać dietę przez parę tygodni, a potem już będzie wiosna, powrót do pracy i będę skupiona na innych celach, więc to całe odchudzanie i jedzenie nie będzie mi tak zaprzątać głowy.
Trzeba jakoś przetrwać ten grudzień. Tak w ogóle to fajny miesiąc jest pod wszystkimi innymi względami, tylko nie pod dietetycznymi!!!
PS. Dałam dziś kompletnie ciała. Tak naprawdę ten dzień był do dupy. Nawet nie dostałam małego prezentu od mojego męża. Tak wiem, mam pracować nad tym, co mam, ale tak naprawdę to nawet nie spędziliśmy ze sobą zbyt wiele czasu. Po południu ja się zajmowałam małą, a on siedział i oglądał telewizję. Nie ważne, niech ogląda, ale w oddzielnym pokoju był.
Zjadłam całą czekoladę jaką miałam w domu. Fatalnie! Przede mną jeszcze 4 tygodnie grudnia. Naprawdę muszę się poprawić, żeby z tego nie było żadnej tragedii. W czwartek kontrola u Pani dietetyk, a ja tak daję ciała!!!! Ten cały tydzień był do niczego! Na szczęście to tylko jeden tydzień. No, 4 dni było do niczego, właściwie to 3 bo w sobotę sobie nieźle radziłam. 3 dni nie zniszczą mojego życia i mojego wyglądu. Wchodzę w fazę optymistyczną. Zawaliłam 3 dni, ale przede mną jeszcze 4 tygodnie do wyzwania noworocznego (czyli mega super figury do powrotu do pracy)... tak więc skupiam się teraz na tych 28 dniach, żeby przeżyć je dobrze i żeby skończyć je na bilansie 56,0 kg!!!! Nie więcej!!!! Do spania, a od jutra do roboty!!! To były najgorsze imieniny ever!!!!
PS. Dałam dziś kompletnie ciała. Tak naprawdę ten dzień był do dupy. Nawet nie dostałam małego prezentu od mojego męża. Tak wiem, mam pracować nad tym, co mam, ale tak naprawdę to nawet nie spędziliśmy ze sobą zbyt wiele czasu. Po południu ja się zajmowałam małą, a on siedział i oglądał telewizję. Nie ważne, niech ogląda, ale w oddzielnym pokoju był.
Zjadłam całą czekoladę jaką miałam w domu. Fatalnie! Przede mną jeszcze 4 tygodnie grudnia. Naprawdę muszę się poprawić, żeby z tego nie było żadnej tragedii. W czwartek kontrola u Pani dietetyk, a ja tak daję ciała!!!! Ten cały tydzień był do niczego! Na szczęście to tylko jeden tydzień. No, 4 dni było do niczego, właściwie to 3 bo w sobotę sobie nieźle radziłam. 3 dni nie zniszczą mojego życia i mojego wyglądu. Wchodzę w fazę optymistyczną. Zawaliłam 3 dni, ale przede mną jeszcze 4 tygodnie do wyzwania noworocznego (czyli mega super figury do powrotu do pracy)... tak więc skupiam się teraz na tych 28 dniach, żeby przeżyć je dobrze i żeby skończyć je na bilansie 56,0 kg!!!! Nie więcej!!!! Do spania, a od jutra do roboty!!! To były najgorsze imieniny ever!!!!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz