sobota, 28 grudnia 2013

Poświąteczna grubość...

Wczoraj nie skończyło się wieczorem na pierożkach. Pojadłam jeszcze ciastek. Dziś nie wchodziłam na wagę, tak jak obiecałam, ale  wzięłam do ręki centymetr. Na pewno jestem napuchnięta i grubsza. W spodnie moje nie wchodzę, będę chodzić teraz cały czas w getrach. Teraz trzeba się zmobilizować, żeby wrócić do normalnego trybu życia, ćwiczeń, gotowania itp. Krok pierwszy zrobiony, mąż wysłany na zakupy, kupi trochę zdrowego żarcia. Trzeba po prostu za bardzo o tym nie myśleć i robić swoje. Po południu zrobię krótki trening. Jutro też, a od poniedziałku nie ma zmiłuj i wstaję o 6 rano, żeby ćwiczyć, bo tak to inaczej znów nie będę miała kiedy. Ale mamy leniwe dni. Mąż siedzi na urlopie w domu, to dobrze, bo trochę mogę mieć oddechu, ale jednak to taki leniwy czas, kiedy łatwiej sięgnąć po ciastko. Z drugiej strony trzeba korzystać, bo już niedługo takie dni się skończą i nie wrócą...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz