Okazuje się, że nie jest źle. Troszkę tłuszczyku mi przybyło, ale to tak w granicach pół kilo - to się tak będzie wahać, ale zdobyłam też +0,2kg mięśni. Oni pododno mają taką super wagę, która ocenia wszystko z dokładnością co do 100g.
Pani dietetyk jest zadowolona ze mnie. Radzę sobie podobno bardzo dobrze. Lekki wzrost wagi jest normalny i dopuszczalny. Nie będę mieć zwiększanej liczby kalorii, bo nie chcę. Mam teraz 2000 kcal, ale dzięki temu mama lekki zapas na przykład na odrobinę masła orzechowego, dżemu czy majonezu.
Podobno jakbym przestrzegała stricte tek diety 2000 kcal to by mi waga spadła jeszcze, ale nie mogę popadać w przesadę i ze 2 razy powinnam!!!! tak tak powinnam pozwolić sobie na małe co nieco, bo inaczej się zniechęcę. Tak więc żadne cięcia kalorii, głodzenie się, czy rozpoczynanie kuracji odchudzającej nie wchodzi w grę. Crunchy oczywiście muszę wyrzucić z mojej diety.... tylko skończę tą ostatnią paczkę co mam. Od nowego roku nie jem takich świństw!
Święta i imprezy jakoś trzeba przetrwać - można wszystkiego skosztować, ale nie objadać się!!!!
I ważyć się mam absolutnie nie częściej niż raz w tygodniu - ustalam sobie sobotę. Po świętach zważyć się mam dopiero najwcześniej po tygodniu.
Tak więc bez stresu, wszystko jest dobrze. Idę w dobrym kierunku. Jak zauważę, że przegięłam i trochę na za wiele sobie pozwalam to po prostu trzeba przez następne dni bardziej uważać i trzymać się planu żywieniowego. I wszystko jasne!
Dziś i jutro staram się jeść zdrowo i rozsądnie - tak właśnie jest, bo w sobotę impreza!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz