środa, 25 grudnia 2013

Wigilijna opowieść. Wprowadzenie.

Zasiadłam teraz do komputera... myślałam, że będę mieć odrobinę spokoju, bo mój mąż musiał gdzieś na chwilę pojechać, żeby napisać to, co chciałam, ale kąpiel i usypianie małej zajął mi cały ten mój czas. Teraz się muszę spieszyć, bo właśnie podgrzewa kolację i nie jestem już sama....

Mogłabym pisać o tym jak przeminęła mi wigilia pod względem świątecznym, jak się mi udało z jedzeniem i z nieobjadaniem się, jak wyglądały przygotowania do pierwszej organizowanej przez naszą rodzinę kolacji wigilijnej, mogłabym również napisać, że od poniedziałku wstaję rano o 6:30, żeby ćwiczyć Insanity gdyż teraz podczas Świąt naprawdę nie byłoby na to czasu, ani możliwości, również mogłabym opisać, że łapie mnie znów przeziębienie, tak więc moje plany treningowe nie będą mogły być do końca zrealizowane... ale.... ale jakie to ma znaczenie!!!


Są inne, ważniejsze sprawy. O tym wszystkim za parę dni, tygodni zapomnę i nie będzie to już dla nikogo ważne, zresztą już nie jest, co najwyżej czasami dla mnie.

Ważne są inne rzeczy. Mój pies umiera. Jest tak chory, że najprawdopodobniej zapadł już na niego wyrok. A ja? Nie wiem, co się ze mną dzieje. Tak jakby ktoś wytłumił ze mnie wszystkie uczucia, tak jakbym oglądała film... choć na filmach zdarza się mi płakać. Nie dociera to do mnie. Moje całe życie rozgrywa się poza mną. Nie zakuło mnie serce, gdy mama mi o tym powiedziała. Mój pies mieszka od dawna od mamy. Wychodząc dziś od rodziców nawet nie pożegnałam się z nim, tylko pośpiesznie ubierałam i pakowałam małą, bo minęła już pora jej drzemki i zaczęła się robić nieznośna..... Co się dzieje?! Żal mi mojej mamy, że tak bardzo to przeżywa, jeszcze przeżywać będzie to moja siostra, która nie wie, jak źle z nim jest, a ona jest w ciąży i mama chce ukryć przed nią to, jak poważna jest sytuacja... Czy ja już wylałam wszystkie możliwe łzy podczas tego życia. Z moim tatą też nie było dobrze, groziła mu jakaś zapaść, krwotoki z nosa, uszu, ale.... ale i ja i mama przeżywałyśmy bardziej chorobę naszego goldenka niż jego.... Co się z nami dzieje? Dziś się mój mąż zapytał, czy moja siostra też ma takie zdanie o naszym dzieciństwie i też uważa, że ojciec je zmarnował? Za każdym razem, gdy jesteśmy u rodziców on opowiada historie... wesołe, szczęśliwe historie z naszego dzieciństwa

Nie o tym jednak chciałam napisać, chociaż to ważne. Chciałam napisać o pierwszej Wigilii i pierwszych Świętach mojego dziecka, bo to jest dla mnie ważne, najważniejsze. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz