czwartek, 26 grudnia 2013

Święta święta i po świętach...

26 grudnia 2013 roku. Dziś po nieco ponad 8,5 przeżytych wspaniałych latach odeszła od nas nasza goldenka. Ostatnie jej dni były przepełnione, na szczęście nie trwało to długo. Nie dało się jej już uratować i moja mama podjęła decyzję, że trzeba zakończyć jej cierpienie....

Przy okazji świąt zawsze pojawiają się wspomnienia naszego szczęśliwego dzieciństwa. Tak też było w tym roku. Mój tata z rozrzewnieniem wspominał, jak to łapał moją siostrę ze stołu, jak to ona zjadła kiedyś liczydło i tego typu miłe wspomnienia. Mój mąż zapytał się, jak to jest, że tata ma takie wspaniałe wspomnienia, a my tak źle wspominamy nasze dzieciństwo. Czemu moja siostra miała depresję, czy chodziła na terapię i kiedy... Trudno mi było odpowiedzieć na te wszystkie pytania, bo mam wielką dziurę w pamięci i wiele wykasowanych obrazów. Po prostu nie umiem poskładać faktów, co kiedy i gdzie. Zapytałam się mojej siostry jak to jest z tymi wspomnieniami taty. Napisała mi smsa, że mogę pokazać go swojemu mężowi, że tata wspomina wczesne dzieciństwo, a potem miał załamanie nerwowe i zaczął się wyżywać na nas fizycznie i psychicznie, a mama to wszystko ignorowała, a cokolwiek nie powiedziałam mojemu mężowi, to jest to prawda. Moja siostra kiedyś została rzucona o ścianę, w zasadzie to mój tata uderzył jej głową o ścianę, a potem cisnął nią o metalowe wiadra na węgiel stojące w przedpokoju... bo szła do kuchni i stanęła mu na drodze. I takich historii jest nieskończenie wiele. Dobrze, że niewiele z tego pamiętam. Zapomnijmy o tym koszmarze. Wróćmy do rzeczywistości.

O ile Wigilię udało się mi przeżyć jako tako rozsądnie, to zarówno wczorajszy jak i dzisiejszy dzień przeminął pod znakiem wielkiego żarcia. Oczywiście skupiłam się na jedzeniu słodyczy. Wszystko inne jakoś mnie tak nie kusiło i było zjedzone z umiarem, poza tym śniadanie, drugie śniadanie, obiad, podwieczorek i kolacja to słodycze, słodycze i jeszcze raz słodycze w sporych ilościach! 2 dni hmm, skoro z mojego doświadczenia naprawianie strat trwa zazwyczaj 4 razy dłużej, to przez następne 8 dni postaram się jeść zdrowo i dobrze, jeszcze nie przesadzając z odmawianiem sobie każdej najmniejszej drobiny pożywienia, tak, żeby zapełnić moje zapotrzebowanie kaloryczne, ale aby go nie przekraczać, czyli 2300 kcal będzie ok, od soboty w nowym roku natomiast zabieram się porządnie za siebie. Nowy Rok, nowe wyzwania, nowe postanowienia... wielkie zmiany!!! Dziś treningu nie było, bo ledwo przeżyłam noc, miałam gorączkę i obudziłam się spocona jak mysz kościelna. Dalej nie jestem zdrowa, ale chyba jest już troszkę lepiej...

Moje maleństwo dorasta. Dziś byliśmy na chrzcinach naszego bratanka. Nasza mała, oprócz bratanka była tam najmłodsza. Wszystkie inne dzieci w przedziale od 2,5 do wieku szkolnego... w sumie 4 szaleńców, biegających wokół stołu i piszczących wesoło. Moje maleństwo biedne tak bardzo się do nich wyrywało, tak bardzo chciało z nimi biegać i tak bardzo było szczęśliwe, kiedy dzieciaki do niego podchodziły i poświęcały mu chwilę uwagi. Moja mała chce iść w świat, chce iść do innych dzieci... mama już niedługo nie będzie jej już potrzebna (oczywiście dramatyzuję i ironizuję). Z drugiej strony maleństwo nie mogło dzisiaj zasnąć, znowu za dużo wrażeń, ale gdy położyła się u mnie na piersi, jej oddech uspokoił się i zapadła w błogi sen ( w rzeczywistości trwało to trochę dłużej i wymagało wielu podchodów moich i mojego męża, pojenia wodą i przytulania, ale ostatecznie tak właśnie zasnęła). Dzień pełen wrażeń zakończył się awanturą, gdy maleństwu nie pozwolono dotknąć tableta brata mojego męża. Skończyło się wielkim żalem i awanturą, tak więc pojechaliśmy do domu. Ach to maleństwo, coraz więcej żąda, chce i wymaga oraz awanturuje się i jak tu wychować je na mądrą dziewczynkę! Potem maleństwo zasnęło w aucie i znów było moim słodkim jedynym aniołkiem...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz