Udało się. Wstałam z łóżka i zrobiłam trening! Moje insanity kochane. 3 dni było przerwy, ale nie kombinuję nic, idę po prostu po kolei. Nie, nie jestem całkiem zdrowa, ale okazało się, że dałam rade i nie było tak źle.
Przyszedł do mnie Mikołaj i przyniósł mi pyszną czekoladę - tak, zjadłam już trochę na śniadanie. Tak, będę kontrolować wagę, ale nie będę się już tak zadręczać. Muszę bardziej optymistycznie spojrzeć na siebie, to niezbędne. Jest super, świetnie wyglądam, trzymam wagę i poprawię jeszcze wynik w odpowiednim czasie, czyli po świętach, bo teraz jednak lepiej jeść więcej i trzymać przemianę materii na wyższym poziomie.
Dziś moja psychoterapia. Będę nad sobą pracować. Nagrzeszyłam w tym tygodniu, ale co tam, nie będę się tym już zadręczać. I tak jeszcze czeka mnie impreza firmowa (tak, dalej przydałoby się zmieścić w sukienkę, więc może trochę wyluzuję z tym jedzeniem), Wigilia, chrzciny.... ten miesiąc po prostu trzeba jakoś przeżyć bez wyrzutów sumienia.
Do tego waga się zepsuła, chyba bateria się skończyła. Teraz będę oceniać ile czego jem na oko i wg mojego doświadczenia.
Do tego waga się zepsuła, chyba bateria się skończyła. Teraz będę oceniać ile czego jem na oko i wg mojego doświadczenia.
Małe się obudziło. Koniec głupot. Do pracy! Dziś choć odrobinę chciałabym posprzątać w szafie!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz