Nareszcie cały dzień zdrowo zaliczony! Czyli co, da się? Da! I wcale to nie jest takie trudne. Praktycznie cały dzień siedziałyśmy w domu, bo pogoda była paskudna.
Dobra, dalej to we mnie siedzi. Jestem zła i jest mi przykro, że zamiast spędzić miły dzień z mężem wczoraj siedziałam samotnie i obżerałam się czekoladkami. I co ja mam zrobić?! Miałam nie tłumić emocji w sobie, tylko otwarcie rozmawiać. Ale jak? Jak powiedzieć mu, że sprawił mi przykrość? Był taki miły przecież.... no rozumiem, zmęczenie. Prosił mnie o wykazanie się empatią, ale dlaczego w mój imieninowy weekend od siedział w innym pokoju i oglądał telewizję i czytał książkę, a ja siedziałam samotna i nie wiedziałam, co ze sobą zrobić?! Nie wiem. Następne imieniny za rok, może będzie lepiej. Nie, nie przejdzie mi, łzy mi lecą po policzkach! Pal licho prezent, którego nie było, pal licho te życzenia złożone w biegu... ale nienawidzę tego poczucia samotności!
Wnioski zdrowotne: trzeba koniecznie odizolować sprawy jedzenia od wszelkich spraw emocjonalnych. Dalej mnie czeka mnóstwo pracy. Mojego biednego terapeutę też. Nie wiem, co wymyśli. Na razie odgrzebujemy wspomnienia z dzieciństwa, żeby postawić chyba diagnozę, skąd się to wszystko wzięło!!!
Kurka! Co ja mam temu mojemu mężowi powiedzieć!?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz