Dzień, który chciałabym zachować z swojej pamięci
do końca życia. Dlatego chcę go opisać, by gdy pamięć zacznie szwankować, albo
mój umysł zacznie usuwać niektóre myśli i wspomnienia, by mieć go w sercu na
zawsze.
Pomimo wstępu przedświątecznego, czyli okropnej
kłótni z moim mężem, wypowiedzianych przykrych słów (o tym akurat nie
chciałabym pamiętać, ale jednak miało miejsce , być może spowodowało
oczyszczenie atmosfery, a być może niewiele zmieniło, tylko zraniło dalej moją
duszę), Święta te będę pamiętać jako jedne z najpiękniejszych. Już dawno
Wigilia, to całe jedzenie, prezenty, przygotowania nie miały dla mnie sensu,
raczej mnie męczyły, niż sprawiały radość. Teraz to wszystko się zmieniło, bo
jest ktoś, kto raduje się każdego dnia, uśmiecha się do mnie i jest moim
niesamowitym skarbem.
Nie wiem, czy będę się bardzo rozpisywać, ale
najbardziej chciałabym zapamiętać kilka wspaniałych momentów z tego dnia.
Pogoda była niesamowita jak na grudniowy dzień, niebieskie niebo, przepiękne
słońce i … kilkanaście stopni! Poszłyśmy z maleńką na spacer nad rzekę. To był
niesamowity moment, śpiewałyśmy razem piosenki (ja śpiewałam, pomimo bólu
gardła, który zaczął się już kilka dni temu), uśmiechałyśmy się do siebie,
cieszyłyśmy się swoim towarzystwem, a najpiękniejsze było to, że w chwili tego
wielkiego szaleństwa i przygotowań świątecznych miałyśmy tą jedną chwilę tylko
dla siebie….
Gdy mój mąż pojechał po swoją mamę udało się nam
znaleźć taki drugi moment i to również było niesamowite. Obydwie wiemy, że nasz
czas karmienia piersią dobiega końca, uwielbiamy więc te momenty, gdy możemy
być tak blisko siebie. Gdy zostałyśmy same położyłyśmy się do łóżka i razem
przeleżałyśmy 47 minut. Malutka spała ssąc moją pierś. Była taka spokojna i
cudowna. Obydwie byłyśmy przygotowane już, mała ubrana w sukienkę, ja w makijażu,
czekałyśmy na gości i na to istne szaleństwo, a jednak byłyśmy tylko my dwie.
Chwila do zapamiętania… pewnie taka się nie często już powtórzy….
Jedzonko malucha. Nasza mała jest już znana z
tego, że pięknie je i ma niesamowity apetyt. Chciałam, żeby w pełni
uczestniczyła w naszej Wigilii i przygotowałam jej specjalną wersję barszczu
czerwonego z jajkiem, ziemniaki z marchewką, dostała nawet pieroga ze śliwką.
Dostała również ciasteczko owsiane, a potem jeszcze dobrała się do mojego
sernika. Do tego jeszcze zjadła 3 ziarenka fasoli. Wszyscy byli pod wrażeniem,
jak ona pięknie je i ile potrafi zjeść i również… jak głośno potrafi nakrzyczeć
na rodziców, gdy odmawiają jej jedzenia!
Mama malucha. Zastanawiałam się kiedyś, czy
jestem ważna dla mojej małej. Teraz już wiem, że jestem najważniejsza, jedyna i
niezastąpiona. Gdy czuje się zagrożona, gdy wokół jest dużo ludzi, gdy dzieje
się coś nowego, to nie żadna babcia, nie żaden tata, tylko mama jest potrzebna.
To do mnie wyciąga rączki i przy mnie czuje się bezpieczna. Z jednej strony
trudna sytuacja, bo czasem nic nie mogę zrobić, były momenty, gdy nie mogłam
jej zostawić nawet z moją siostrą, ale również jestem trochę z tego powodu dumna
i szczęśliwa, bo jestem dla niej jedyna i niezastąpiona.
Zabawa malucha. Dzieciaki nie mogły doczekać się
otwierania prezentów. Nasz 5-letni kuzynek wyłudził od rodziców, aby pozwolili
dzieciom otworzyć po jednym małym prezencie, zanim przyjdzie pora na oficjalne
wręczanie prezentów. I on i jego siostra wylosowali prezenty z grającymi
elektronicznymi głośnymi i świecącymi zabawkami. Nasza Maleńka wylosowała…
skarpetki. Mąż potem siedział z małą w przedpokoju i żartował sobie, że ona jak
to biedne dziecko siedzi sobie i bawi się skarpetkami i rozrzewnieniem patrząc
na bogate dzieci i ich elektroniczne zabawki. Urocze.
Sen malucha. A raczej kiepski sen malucha i
bardzo trudne zasypianie. Jak się tyle pojadło i miało się tyle wrażeń, to
potem ciężko było zasnąć. To był wspaniały dzień. Ja z moim mężem mieliśmy tyle
na głowie, że nawet nie zdążyliśmy zrobić żadnych zdjęć. Wszystkie momenty
muszą zostać zapamiętane i utrwalone w naszych głowach i sercach.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz