Już wtorek. No, czas na podsumowanie imprezy. Przeżyliśmy. Nie powiem, brzuszek miałam pełny, ale w końcu zamiast tradycyjnej kolacji były 2 obiady, zimna płyta i jeszcze jakieś ciasta. Do tego półtora drinka. Starałam się brać wszystkiego po troszeczku, żeby nie przesadzić i kategorycznie nie brać dokładek. Zrezygnowałam z ryżu i z tego typu dodatków. Zgodnie z zaleceniami nie ważę się, jedynie w soboty, nie wiem więc jak zmieniła się moja waga i... dobrze mi z tym. Nie muszę się tym stresować i mogę normalnie funkcjonować :)
Wczoraj przyszła do nas koleżanka w odwiedziny, zjadłam więc z tej okazji zamiast podwieczorku trochę makowca i dodatkową małą kawę, ale zrezygnowałam już z innych dodatków. Zaczynam żyć normalnie. Od czasu do czasu mogę sobie na coś pozwolić. Makowiec kusi jeszcze w lodówce, ale dam mu już spokój. Wystarczy, że na imprezie dostaliśmy całe pudło z pysznymi słodyczami. Trzeba się będzie nimi powolutku delektować, ale jednak codziennie nie można jeść słodyczy... no przynajmniej nie w okresie świątecznym.
Dziś wielki dzień. Udało się mi skończyć pierwszy miesiąc Insanity. Jutro jeszcze rest day, ale to już na pewno uda się mi zrobić. Rezultaty? Nie wiem, na pewno lepsze samopoczucie, większa wydolność i wytrzymałość. Dziś jak robiłam Plyometric Circuit Treining to miałam tętno 168, a za pierwszym razem 178 i myślałam, ze umrę.
Jeszcze jednak sprawa jest do opisania, ale uciekam dać małej cycka... w zasadzie to 2 sprawy, moja wigilia firmowa i cycki nocne właśnie.
Będę potem!
PS. Jestem. Przede wszystkim ważna rzecz. jutro mała kończy 10 miesięcy. Wczoraj zaczęła raczkować. Jestem z niej taka dumna... zresztą ostatnio w ogóle biorą mnie sentymenty, że jeszcze niedawno była taka malutka. Chciałabym ten czas przeżyć jeszcze raz, może inaczej udałoby się mi z niego cieszyć, może bardziej, może nie przejmowałabym się tak rzeczami, które nie mają znaczenia?! Od jutra mój mąż też ma urlop ojcowski, albo tacierzyński, nie pamiętam który to, w każdym razie postanowiliśmy że to będzie dobry moment, żeby oduczyć małą picia mleka w nocy. Dziś więc dostanie jedno mleko koło 22-23 (oby nie obudziła się o 21, bo ostatnio się jej tak zdarza, a ja będę na fitnessie!!!!), a potem musi wytrzymać do godziny 5 rano!!! Taki jest plan. Te karmienia będę sobie chciała zostawić do ukończenia przez małą roczku... i zobaczymy czy moja laktacja i chęci wytrzymają, bo może jeszcze będę dawać jej cycuszka. Nie chcę z niego tak szybko rezygnować, jednak trzeba trochę wyregulować to jej nocne jedzenie. Nie może być tak, że ciągle będziemy wstawać po 4 razy w nocy!!!
Druga sprawa... tak jak przeczuwałam... choć z drugiej strony nawet się mi to w głowie nie mieściło, nie jestem zaproszona na wigilię firmową. Nieźle nie, wszyscy z mojej firmy są, a ja nie. Podobno tak szef zdecydował, że naprawdę mało osób jest, nawet podwykonawcy nie mają zaproszenia (moja firma ma bardzo skomplikowany status i w bardzo rozmyślny sposób pozatrudniane osoby), co nie zmienia faktu, że nie zaprosili matki na urlopie macierzyńskim. Słabo, prawda?! Miałam ich odwiedzić i złożyć życzenia, pozałatwiać sobie sprawy z urlopem wychowawczym, ale święta to i tak nie najlepszy czas na to. Pójdę w innym dniu, złożę życzenia moim kolegom, a urlop będę załatwiać w Nowym Roku - 1/4 urlopu, bo wracam w lutym do pracy, ale nie na cały etat.
PS. Jestem. Przede wszystkim ważna rzecz. jutro mała kończy 10 miesięcy. Wczoraj zaczęła raczkować. Jestem z niej taka dumna... zresztą ostatnio w ogóle biorą mnie sentymenty, że jeszcze niedawno była taka malutka. Chciałabym ten czas przeżyć jeszcze raz, może inaczej udałoby się mi z niego cieszyć, może bardziej, może nie przejmowałabym się tak rzeczami, które nie mają znaczenia?! Od jutra mój mąż też ma urlop ojcowski, albo tacierzyński, nie pamiętam który to, w każdym razie postanowiliśmy że to będzie dobry moment, żeby oduczyć małą picia mleka w nocy. Dziś więc dostanie jedno mleko koło 22-23 (oby nie obudziła się o 21, bo ostatnio się jej tak zdarza, a ja będę na fitnessie!!!!), a potem musi wytrzymać do godziny 5 rano!!! Taki jest plan. Te karmienia będę sobie chciała zostawić do ukończenia przez małą roczku... i zobaczymy czy moja laktacja i chęci wytrzymają, bo może jeszcze będę dawać jej cycuszka. Nie chcę z niego tak szybko rezygnować, jednak trzeba trochę wyregulować to jej nocne jedzenie. Nie może być tak, że ciągle będziemy wstawać po 4 razy w nocy!!!
Druga sprawa... tak jak przeczuwałam... choć z drugiej strony nawet się mi to w głowie nie mieściło, nie jestem zaproszona na wigilię firmową. Nieźle nie, wszyscy z mojej firmy są, a ja nie. Podobno tak szef zdecydował, że naprawdę mało osób jest, nawet podwykonawcy nie mają zaproszenia (moja firma ma bardzo skomplikowany status i w bardzo rozmyślny sposób pozatrudniane osoby), co nie zmienia faktu, że nie zaprosili matki na urlopie macierzyńskim. Słabo, prawda?! Miałam ich odwiedzić i złożyć życzenia, pozałatwiać sobie sprawy z urlopem wychowawczym, ale święta to i tak nie najlepszy czas na to. Pójdę w innym dniu, złożę życzenia moim kolegom, a urlop będę załatwiać w Nowym Roku - 1/4 urlopu, bo wracam w lutym do pracy, ale nie na cały etat.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz