wtorek, 1 października 2013

Dietetyczne przemyślenia i słowo o rezultatach

Coś ostatnio dogadzam sobie bardzo. Wczoraj była restauracja, dziś znów sernik dyniowy... ale przecież nie można popadać w paranoję i trzeba mieć coś z tego życia. Dziś na śniadanie robiłam też super zdrowe placki marchewkowe, chyba jutro też będą na śniadanie, bo są rewelacyjne. Trochę czasu mi na to schodzi, ale potem będę mieć już wypróbowane przepisy i będę robić takie eksperymenty tylko w weekendy i święta. Postanowiłam też, że te wszystkie owocowe eksperymenty bardziej kaloryczne będę starała się jeść do południa, czyli na śniadanie i drugie śniadanie. Zresztą bardzo często przerzucam sobie owoce z przekąski do śniadania, bo tam mam ich za mało. Po południu zaś na przekąskę kanapeczki te małe z 50g chleba i kolacja też mała - postaram już sobie nie robić ogromnej michy sałaty a do tego jeszcze jakiś sos jogurtowy czy oliwkowy, bo kalorie i tłuszcze idą w górę. Wczoraj o 22:00 jadłam grahamkę jeszcze, może powinnam była zrezygnować z niej, skoro tak późno (poszłam spać koło północy, więc 22:00 na kolację jest ok). Zobaczymy, jeśli waga nic nie będzie się zmieniać, to trzeba będzie się nad sobą zastanowić. W każdym razie jeśli owoce po południu - to tylko owoce plus jogurt, bez żadnych udziwnień!


Placki marchewkowe najpyszniejsze na świecie


Nie wiem, jak z rezultatami, bo nie ważę się od soboty i chyba do następnego weekendu nie będę mieć odwagi wchodzić na wagę. Naprawdę powinnam się spiąć, żeby nie robić wpadek, bo to ostatnie 2 tygodnie i ostatnia szansa, jaką sobie daję. Na pewno wyglądam lepiej. Nawet jak robię ćwiczenia w podporze bokiem, to widzę że mniej mi zwisa na udku z boku :P Za to w biodrach znów jest 92 cm, a już szło w kierunku 90 cm. Ale spoko, 92 też jest dobrze, ważne że spodnie są na mnie luźne. Wczoraj nawet kupiłam sobie getry. Postanowiłam nie mieć kompleksów. Mam przecież super wysportowane ciało!!! Dajcież spokój. Pora pokochać siebie i zaakceptować. Moje krągłości nie są takie złe. Mój mąż się zastanawiał, czy mała będzie mieć też taką "murzyńską" pupę jak ja.. hmm, nie wiem, na początku pomyślałam, że oby nie miała, bo się nacierpi w życiu tak jak ja, a potem pomyślałam, że jeśli będzie kochana i akceptowana i sama będzie się kochać i akceptować to nawet najbardziej murzyńska pupa nie zatruje jej życia. 

Dobra, koniec pisania, dziś mam sporo do zrobienia: oprócz poćwiczenia, ugotowania obiadu, spaceru muszę oprawić rybę dla małej bo będę wprowadzać jej ryby. Dziś dostała po raz pierwszy gruszkę. W ogóle w tym tygodniu mam dużo rzeczy do wprowadzenia (ryba pójdzie do zamrażarki), bo i grucha i seler i buraki ze wsi leżą i proszą się o zjedzenie, zanim zwiędną do końca. Do tego jeszcze muszę posiedzieć nad projektem dokończyć rendery i zrobić zestawienie materiałów i kosztów. Dodatkowo jeszcze czekają mnie porządki z butami i w szafie. Muszę wydać ciążowe ubrania mojej siostrze i sama zobaczyć, czy mam w czym w ogóle chodzić, bo przez ostatni rok kupowałam tylko ciuchy ciążowe. Do pracy!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz