poniedziałek, 14 października 2013

Koniec diety? A może jakaś suplementacja

Już jutro wizyta kontrolna u dietetyczki. Niestety, gdy spojrzą na moje rezultaty z ostatnich pięciu tygodni to zobaczę, że... nie schudłam ani dekagrama!!!! Ostatnio czytałam artykuł o tym, dlaczego nie powinno się oceniać swoich rezultatów na podstawie tego, co pokazuje waga. Dlatego nie przejmuję się bardzo, bo wzięłam sobie go do serca. Jednakże, szkoda, że się nie udało zejść do 54 kilo. Dalej jest 56 kg :( Ale tak jak nie raz wspominałam, ostatnią deską ratunku jest czas na wiosnę, gdy odstawię karmienie, powrót do pracy, masa nowych obowiązków i wyzwań, może wtedy będzie łatwiej.... oby nie trudniej, bo na pewno będę mieć mniej czasu na gotowanie i przygotowywanie zdrowych posiłków. Jakoś trzeba jednak będzie się zorganizować.

Myślałam też, że jak już nie będę karmić małej, to wprowadzę może jakieś suplementy, które wspomogą mój trening. W zasadzie jestem przeciwna tego typu produktom, bo wiele z nimi eksperymentowałam w młodości - bez większych rezultatów oprócz oczywiście strat materialnych, ale jakieś dobre białko? Czemu nie wspomóc regeneracji mięśni. Ale to temat na potem. Koleżanka polecała mi białko WPC Łowickie. Ona i jej mąż to pakują w siebie i ostro ćwiczą. Szkoda, że jest w UK i nie mogę zobaczyć jakie ma rezultaty!!!

Zbieram się na spacer z małą. Musimy obrócić wiele sklepów zrobić bieżące zakupy, czyli sobie nie pospacerujemy, ale pogoda nie jest za fajna jeszcze. Potem ma wyjść słońce, grunt, że nie pada. Boję się trochę jutrzejszego dnia, bo ma padać właśnie, a my razem idziemy do Pani dietetyk przecież. Chyba nic innego nie wymyślę, bo wątpię, żeby moja mama przyjechała. Zbieram się, bo mała zaczyna się denerwować.... ćwiczy ostro raczkowanie na dywanie :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz