...a raczej obżeranie się. Coś, z czym walczę od lat. Jednym z moich priorytetów jest zwalczenie tego nawyku. Dlatego między innymi chodzę na psychoterapię. Wczoraj w dzień dobry tvn była bardzo ciekawa rozmowa na ten temat:
Żałuję, że dużo wcześniej ten problem nie został u mnie zdiagnozowany, gdyż zaczęło się to w liceum, jak miałam 17-18 lat. Ech, skoro za 3 tygodnie kończę 32 lata (tak tak, pora to przyznać), to borykam się z nałogowym jedzeniem od 15 lat! Szok!!! Mniej więcej tyle czasu też jestem aktywna fizycznie, jednakże przez moje napady obżarstwa nie mogę się szczycić aż takim stażem w zdrowym trybie życia. Ćwiczę od 16 lat. Mogę powiedzieć natomiast, że od paru tygodni nie objadam się. Dokładnie po wakacjach, kiedy Mała skończyła 6 miesięcy, czyli od 18 sierpnia zakończyłam ten proceder.... no, prawie. Raz się mi zdarzyło nakupić ciastek i zjeść po kryjomu na spacerze, drugi raz podjadałam bez opamiętania musli z torebki. Zważywszy na to, że już połowa października, to rezultat jest naprawdę niezły. Oczywiście dalej chcę i muszę nad sobą pracować, bo to nie jest takie proste. Nie tak łatwo jest wyjść z uzależnienia. Opieka dietetyka, planowanie posiłków, planowanie przyjemności i cheat mealów pomaga, nawet bardzo. Jest to niestety ogromnie czasochłonne, ale objadanie się, zadręczanie wyrzutami sumienia i zrzucanie tego, co się przytyło podczas takich napadów również kosztuje wiele czasu i przede wszystkim zdrowia!!! Tak więc nie poddam się, będę planować, aż dojdę do super wprawy. Czuję, że odniosę sukces, już odnoszę, bo tyle lat zmagam się z tym problemem i nigdy nie czułam, że mam to pod kontrolą. Może były takie momenty, że udawało się mi zdrowo żyć, nie myśleć tyle o jedzeniu, nie myśleć o tym, że muszę się odchudzać... ale to może był tydzień lub dwa. Na jedzenie nie mogłam patrzeć tylko wtedy, gdy byłam bardzo nieszczęśliwa, albo nie myślałam o nim wtedy, gdy byłam bardzo szczęśliwa. Chociaż nie wiem, czy były takie momenty, to zawsze był problem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz