środa, 16 października 2013

Cross fit i za mało mięśni/regeneracji

Szybko piszę, bo małe śpi a przydałoby się w tym czasie zrobić jeszcze obiad.

Byłam wczoraj na zajęciach cross fit. Wreszcie czuję zakwasy. Wysiłek był duży, 450 kcal poszło, mimo, że trener zrobił najpierw rozgrzewkę, potem 10 minut tłumaczył ćwiczenia  w staniu i w bezruchu, więc cała rozgrzewka przepadła, a potem dopiero był trening. W sumie może 35 minut ciągłej pracy, reszta przegadana. No, może 40. Za to było intensywnie. Naprawdę czuję nogi i pośladki i obudziłam się zmęczona - to znak dobrego treningu. Potem dodałam do tego jeszcze zajęcia HIIT. W sumie 980 kcal i 25 g tłuszczu spalonego. Super. Tętno też wyszło wysoko bo na 174 bpm. Myślałam, że na crossie będzie inny trener, bo coś źle opisane w grafiku, no ale cóż. Ten też nie był zły, chociaż kiedyś się do niego zraziłam, jak mnie ważył.

Mięśnie i regeneracja. Wczoraj na pomiarach wyszło też, że przybyło mi tylko 0,5 kilo tkanki mięśniowej, czyli dość mało. Spodziewałam się większego przyrostu. Chyba robiłam za mało przerw i regeneracji. Z drugiej strony nie ćwiczyłam jakimiś dużymi ćwiczeniami. Widzę teraz, że ta Chodakowska była bez sensu. Mój kolega, który gubi tkankę tłuszczową stwierdził, że ćwiczenia typu Mel B są bez sensu, bo po pewnym czasie nie ma już progresu. Przeczytałam też wczoraj, że żeby wyrzeźbić brzuch to trzeba ćwiczyć z obciążeniem 2-3 razy w tygodniu, a nie robić nieskończoną liczbę brzuszków, bo to błąd. I właśnie nie rozumiem tych wszystkich lasek, co ćwiczą codziennie po parę godzin Ewkę, Mel B i tego typu rzeczy. To nie prowadzi do niczego... owszem, jakieś tam rezultaty są, ale ja mam uciekać od ćwiczenia codziennego, mam ćwiczyć efektywnie. 4 godziny tygodniowo są optymalne, nie można się tak zajeżdżać.... mówię to ja, które zajechałam się wczoraj prawie dwoma godzinami - ale czasami tak lubię.


Idę robić kurczaka w kurkach. Mniam!!! Chyba mniam, bo to nowy przepis.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz