Sobota wieczór. Co prawda jeszcze niedziela przede mną, ale może już mogę co nieco podsumować. O jedzeniu już pisałam, dużo jadłam na mieście, mało miałam na to czasu i efekt była taki, że może trochę nie dojadłam, albo to zabieganie sprawiło, że waga w piątek rano pokazała.... 55,1kg!!!! Czyli rewelacyjnie. Spadła!
W sobotę był mój cheat meal day więc zjadłam sobie pizzę na obiad, ale nie oddałam się obżarstwu, bo to były tylko 3 kawałki. Na szczęście więcej nie było, bo była u nas na pizzy teściowa. Ja łakomczuch oczywiście dałabym radę zjeść nawet wszystkie 8, ale na szczęście nie było takiej możliwości. Trzeba się uczyć jeść mniej, jak się je coś kalorycznego. Potem na podwieczorek, jako że weekend pozwoliłam sobie jeszcze na 20g gorzkiej czekolady. A co! Czasem trzeba sobie zrobić jakąś drobną przyjemność. Jutro planuję lody na podwieczorek do moich pieczonych jabłek. Od poniedziałku cały zdrowy tydzień i trzymanie diety. Powoli przejdę na docelową kaloryczność mojej diety stabilizującej, bo co 2 dni powiększam sobie jeden posiłek.
Treningi. We wtorek super. W czwartek cross nie udany, ale trening nadrobiony HIITEM. Dziś masakra ile pracy. Rano szybki bieg do ośrodka zdrowia zrobić sobie badania (o tym potem), po mięso, po chleb, potem do domu. Sprzątanie mieszkania (teściowa zabrała maleństwo na spacer, więc miałam szansę coś zrobić), potem jedzenie pizzy - to akurat odpoczynkowy akcent w tym dniu, potem wymyśliłam, że odrobimy basen za poniedziałek z Małą, więc chociaż 45 minut ruchu dla mnie, potem do domu, zabawa z Małą, potem siedzenie przed komputerem i projektowanie (cholera, tak ciężko się mi za to zabrać, a przecież tak to uwielbiam!! Wniosek - jak człowiek jest wymęczony to na nic nie ma ochoty). I trening tylko 15 minut (nigdy czegoś takiego nie uznawałam za trening, ale cóż, na nic innego nie miałabym dziś siły). Jutro moje minimum to 20 minut treningu w domu i nie wiem, czy na cokolwiek więcej będzie mnie stać, bo zaczynamy remont. Jutro sprzątanie, przenoszenie i przygotowywanie! Tak więc tydzień nie będzie jakoś bardzo super treningowy. Następny pewnie też nie. Ani razu chyba nie uda się mi wyjść na siłownię. Chyba na 3 dni przeprowadzę się do mojej siostry, jak będzie malowanie. Właśnie sobie uświadomiłam, że ona ma rowerek stacjonarny. Nie wiem jaki, ale może można by mój trening wykonać. Trzeba będzie też przeprosić się z Panią Ewą i zapodać killera i turbo spalanie i jakoś ten tydzień uratuję. Tak sobie to obiecuję. A od następnego tygodnia zmiana planu treningowego i trening siłowy. Remont będzie dalej trwał, więc może być ciężko. Najwyżej przesunę to w czasie o kolejny tydzień, albo 2, czyli jeszcze przez następne 2 tygodnie będę robić po prostu co się da i kiedy się da. I tyle. Też będzie dobrze. Jutro sobie to przemyślę i ustalę co i kiedy z moim mężem (jemu nie powiem, że będę chciała ćwiczyć i skupiać się na sobie podczas remontu, bo chłopak ma z tym poważny problem!!!!)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz