niedziela, 20 października 2013

Podsumowanie tygodnia, zmiany fitnessowe i nostalgia

To miał być już tydzień stabilizacyjny, ale ponieważ nie mam jeszcze nowego planu, to szłam według mojej diety odchudzającej, oczywiście bez ciśnienia i nie przejmując się tak bardzo. Oczywiście co się stało? Oczywiście waga spadła. Mam nadzieję, że to nie była jakaś chwilowa niespodzianka, dlatego, że dzień wcześniej zjadłam mało na kolację. Ważne, żeby waga absolutnie teraz nie poszła w górę. Będę wszystko monitorować 1 albo 2 razy w tygodniu (tak, dla pewności, jakbym miała jakieś podejrzenia, ale sobotnie ważenie powinno wystarczyć) i nie przybiorę ani dekagrama, a jeśli tak to natychmiast się zmobilizuję i będę grzeczna... tak, już to widzę, skoro na przyszłą sobotę zaplanowałam pizzę!

Wczoraj marnowałam mój czas na fejsbuku i oglądałam filmiki, które zamieściła moja koleżanka, niegdyś nawet powiedziałabym przyjaciółka z maratonów fitness. Ech, to były czasy. Dla niej jeszcze są. Te godziny spędzane na fitnessach, zajęcia taneczne, te endorfiny (tak, wtedy były endorfiny teraz często jest obowiązek i zadowolenie z dobrze wykonanego treningu, ale nie ma już na pewno tego szaleństwa!).Miałam całą paczkę dziewczyn, spotykałyśmy się parę razy w tygodniu na fitnessie, potem marnowałyśmy godziny czasu siedząc na kanapie i plotkując, potem spotykałyśmy się w weekend, na mieście, albo w domu u którejś gotując, imprezując, świetnie się ze sobą czując. Już nie ma tego w moim życiu. Łezka się mi zakręciła.... Te czasy już nie wrócą. Nasza paczka rozpierzchła się po świecie, każda z nas poszła w swoją stronę. B. wyjechała do stanów, K. przestała się z nami zadawać, druga K. ta, która zamieściła filmiki, jeszcze raz na ruski rok się spotkamy, ale coraz rzadziej, ja nie znam jej znajomych, ona... hmm, czy ja mam jakichś znajomych?! Chyba coraz mniej. Wsiąkłam w dom dziecko męża i codzienne obowiązki. I nie mam już czasu na marnotrawienie czasu. M. wyszła za mąż i urodziła dziecko. Też się od nas odsunęła (teraz ją rozumiem), ale przecież nie ma już NAS. Naprawdę zrobiło się mi smutno z tego powodu. 


Ponieważ przez ograniczenia czasowe musiałam dzisiaj iść na fitness, a w moim klubie nie ma w niedzielę absolutnie żadnych zajęć, które mogłyby mnie zadowolić, to postanowiłam sprawdzić Fitness Platinum w Galerii Solvay. Ogromniasty... no, może nie cały klub, ale siłownia. Zajęć nieskończenie wiele, sprzętów nieskończenie wiele, większości z nich nawet nie znam! Tak, właśnie tak, ja liderka fitnessowego życia zostałam w tyle z wiedzą i z informacjami. Większości nowych form fitnessowych po prostu nie znam! Muszę to ponadrabiać, a przynajmniej spróbuję choć trochę! Tylko trzeba usiąść do grafika i pomyśleć, co kiedy mogłabym poćwiczyć. Na razie ustaliłam wstępny plan na przyszły tydzień, potem będę go ewentualnie zmieniać.

Oglądnęłam ostatnio filmik na kanale Jacka Bilczyńskiego. Filmik o progresji treningowej. Ogólnie potrzebne są zmiany zmiany i jeszcze raz zmiany, żeby coś się działo! Może zmiana mojego planu treningowego poskutkowała lekkim spadkiem wagi, bo przecież od poniedziałku mam nowy - stary trening? Nie wiem, zobaczymy. Na pewno mam plan próbować nowych form fitnessowych. Być może jak nie uda się pójść do Platinum to wypróbuję w tym tygodniu znowu Cross Fitt (w końcu byłam tylko raz, więc to również jest dla mnie nowość), pójdę na sprawdzone rowery oraz na zajęcia HIIT, póki jeszcze są, bo moja fajna instruktorka odchodzi do innego klubu! Zobaczymy. Na pewno sporo mam do zrobienia w tym tygodniu też innych spraw. Postanowiłam zabrać się za zdrowie swoje, więc jutro czeka mnie USG tarczycy a w środę ginekolog i zaległa cytologia. Zobaczymy jak z tym wszystkim będzie, bo moje maleństwo miało lekka gorączkę dzisiaj, w nocy też nie mogła spać, budziła się spanikowana co pół godziny.... Ech.

Dziś zjadłam lody w nagrodę. Zapiekłam jabłko pod eko-kruszonką z płatków owsianych i do tego miałam lody, które były moją nagrodą za ukończenie procesu odchudzania. Niestety oczywiście musiałam wziać dokładkę, ale nie będę się za to karcić. Myślę, że w całym posiłku zmieściłam się w 1000 kcal,  a więc powinnam to potraktować jako cheat meal! Postaram się jednak nie przeginać i nie robić dokładek, tak jak to sobie obiecałam. Idę zaglądnąć do zamrażalki i sprawdzić ile tych lodów naprawdę zniknęło!!!!


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz