Jest środa. W niedzielę zaliczyłam spory cheat meal - obiad nie dietetyczny plus deser i pyszna kawa latte z dużą ilością mleka. Dziś miałam się zważyć i sprawdzić, jak waga, czy rzeczywiście spadnie. Zważyłam się już wczoraj i było 56,0 kg, dzisiaj też się zważyłam i było 56,1 kg, czyli bez zmian. Cheat meal nic nie zmienił, nie schudłam, nie przytyłam. W pierwszym momencie jak weszłam na wagę to pokazała 55,7 kg , ale niestety to była pomyłka, bo potem wyraźnie kilka razy było 56,1 kg. Uznaję więc, że spory obiad z deserem nie wpływa na moją wagę. Obwody dalej takie same! Czuję się dobrze, wyglądam szczupło. Wiele osób twierdzi, że już nie wolno mi chudnąć, albo, że jestem za chuda. Ja tam i tak daję sobie cel 55 kg na wiosnę. Nie uda się teraz, to uda się po odstawieniu karmienia! Trzeba mieć jakiś cel!!!
Wczoraj byłam na cyclingu. W końcu dobry instruktor, który wie, co robi i ma pomysł na to, co robi! I fajna muzyka i dobra motywacja. Do tego jeszcze ponaprawiali porozwalane rowery w moim klubie, tak więc miód malina cud. Osiągnęłam tętno 178 bpm, a do tej pory co najwyżej udawało się mi 172 osiągać, czyli mam 95% maksymalnego tętna osiągnięte. To był trening na siłę i wytrzymałość. W czwartek mają być rowery na spalanie, więc chyba też pójdę.
Napisałam w końcu do mojej trenerki. Powiedziała mi: rzuć Chodakowską! I ma rację, bo niewiele mi to daje!!! Zajmuje tylko czas i staje się przykrym obowiązkiem. Mam robić nasze treningi od początku - co z tego, że niektóre będą łatwiejsze. I mam mieszać - jednego tygodnia zrobić 6 godzin treningu, innego tylko 3!!!! I nigdy nie przekraczać 6!!! Bo to i tak strasznie dużo. I podobno trzeba uważać na HIIT, bo można się przybydlić czyli rozwinąć mięśnie. Nic mi na ten temat nie wiadomo, ale wiadomo, że ja to chcę się wyżyłować, wyrzeźbić, dociąć (ale mam już fachowe słownictwo), a nie przybydlić!!! I oczywiście chcę spalić. Nie wiem, czy uda się mi dojść znowu do 18% tkanki tłuszczowej, ale chcę mieć chociaż ilość poniżej 20%, taki jest mój cel, czyli 11,2 kg tłuszczu - to jest cel B, bo oczywiście cel A to 10kg!!!!
W tym tygodniu więc kończę mój trening siłowy. Postaram się zrobić jeszcze raz te rowery, bo to w końcu spalanie będzie. Wyjdzie ze 4,5 godziny treningu, czyli coś pomiędzy 3 a 6. A potem usiądę i przemyślę na spokojnie co zrobić w następnym tygodniu. Treningi od trenerki to na pewno - 3 razy w tygodniu. Ale one nie są zbyt długie, więc do tego coś dołożę. To będzie tydzień ze zwiększoną dawką kalorii, wiec zastanowię się, czy ćwiczyć więcej, czy mniej. Na pewno trzeba będzie dać jakiegoś kopa, który zaskoczy mój organizm!!!!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz