czwartek, 10 października 2013

Spadek wagi.... juhuuuu!!!

Czwartek rano. Wczoraj miałam bardzo dobry dietetycznie dzień. Nie ćwiczyłam, relaksowałam się na wsi. Postanowiłam w tym tygodniu ćwiczyć tylko 3 razy, ale za to włączyć solidne cardio, czyli aż dwa razy pójść na solidne rowery.  Wchodzę dziś rano na wagę i co widzę? 55,8 kg!!! I to przed wizytą w toalecie. Juhuuu, po raz pierwszy od lipca waga spadła mi poniżej poziomu 56,0!!! A to jest różnica, ogromna, mentalna, to przekroczenie nieprzekraczalnej granicy. Powstaje pytanie, czy ładne trzymanie diety mi pomogło, czy też mój cheat meal? Nie, nie, nie, to nie oznacza wcale, że w ten weekend będzie obżarstwo. Ten cały tydzień będę pilnie trzymać się planu żywieniowego, bo przecież we wtorek kontrola, czyli już za 5 dni!!!! Będzie sukces, musi być sukces. Rodzi się kolejne pytanie, bo myślałam, że nie da się, że mój organizm nie pozwoli zejść mi już niżej, a jednak zaczął schodzić, czy powinnam kończyć już dietę, czy jednak się nie poddawać!!! Ależ nie poddaję się. Myślę, że trzeba trzymać się planu. Przechodzę więc do fazy stabilizacji. W głębi duszy mam jednak nadzieję, że uda się mi w takim razie zgubić te 0,8 kilo, tak dla zasady! Jak będę mieć nowy plan to zawsze to będzie jakaś zmiana. Zawsze będę starała się odważać i odmierzać wszystko tak, jak należy i mimo, że kalorii ma być więcej to zmiana na organizm może zadziałać dobrze. Karina mi napisała, że sporo miałam tych odstępstw i grzeszków w zeszłym tygodniu, ale mimo to ładnie się trzymam. Napisałam jej też, że mogę być ich królikiem eksperymentalnym w testowaniu nowych pomysłów na gubienie wagi, ponieważ niedawno cała ekipa dietetyków i sportowców z ośrodka do którego uczęszczam była na szkoleniu w Warszawie na temat odżywiania i dowiedziała się podobno jak układać plany żywieniowe tak, żeby szybko zgubić wagę. Może dam sobie trochę jeszcze szansy, chociażby do moich urodzin, albo właśnie do tego 18 listopada, kiedy to Małe skończy 9 miesięcy (mój założony czas na zgubienie wagi). To kolejne 5 tygodni jest, powinno się udać, nawet będąc w fazie stabilizacji.

Moja trenerka napisała mi, że mogę robić HIIT ale nie częściej niż 2 razy w tygodniu. No więc spoko, od tego się nie przypakuję. Przeczytała HIT, a to podobno coś zupełnie innego, typowy męski trening. 

Właśnie patrzę na mój plan treningowy, który będę wykonywać od przyszłego tygodnia. Nie ma tam ćwiczeń z obciążeniem, napisane jest trening ogólnorozwojowy z naciskiem na brzuch i pośladki. Dużo ćwiczeń dynamicznych, myślę, że wykonam ten plan dosyć szybko, jeśli chodzi o czas trwania. Wymyśliłam że pójdę na cross training, niestety jest w tym samym czasie, co cycling, ale cóż, nie będę chodzić na cycling aż dwa razy, ale skoro nie pójdę na HIIT w tym tygodniu wcale, to może pójdę na niego 2 razy w przyszłym tygodniu, czyli tak: rowery 1x, cross training 1x, HIIT 2x - to już 4 godziny, do tego trening 1 - zajmie pewnie godzinę, czyli już 5 godzin, a trening 2 i 3 po pół godziny czyli już 6 godzin. Idealnie, teraz trzeba to wszystko rozłożyć sensownie w czasie.... Już wszystko rozplanowane. Ten plan treningowy jest taki, że dwa razy będę ćwiczyć w domu, tak więc będę mieć czas na zajęcia fitnessowe :) Tylko jeden trening muszę wykonać na siłowni, bo potrzebna jest mi bieżna i będę go robić w sobotę rano. Będzie super. Lubię mieć wszystko zaplanowane :-) A po takim ciężkim tygodniu, kiedy postanawiam sobie dać prawdziwy wycisk, zrobię sobie właśnie ten lajtowy z 3 godzinami. Wspaniale :-)

Przyjaciółka do mnie napisała, żebyśmy się razem wybrały na fitness. Hmm, ciekawe, czy uda się mi ją skusić, żeby przyjechała do mnie na zajęcia.

Niedługo też otwarcie w moim mieście nowego wypasionego klubu fitness. Jeśli będą mieli wejściówki na multisporta to oczywiście się tam zapiszę, a przynajmniej pójdę kilka razy, ale jeśli nie, to trudno. Na razie chcę na pewno iść tam na dzień otwarty. Piszę do przyjaciółki.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz