Aaaa. Zbieram się na pomiary. Boję się. Co pokaże waga? Czy się udało, czy nie? Naprawdę zaczynam być zestresowana. A z drugiej strony radość, koniec tzw. diety... oczywiście dalej będę trzymać dietę, tą samą jaką miałam, ale będę mogła włączyć do swojej diety produkty, z których musiałam zrezygnować na bardzo długi czas (nie licząc oczywiście moich oszustw, wpadek i przekrętów). Będę mogła jeść więcej i powoli będę mogła zrezygnować z tego ważenia mierzenia i odliczania... ech niestety to chyba nie jest prawda. Jeszcze odstawianie karmienia. To też jest czas, kiedy będę musiała się pilnować, żeby nie przytyć, ale jakoś wydaje się mi, że jak przestanę karmić to waga spadnie.
Okłord!!! Wczoraj na basenie spotkałam.... mojego terapeutę. Okazało się, że przyszedł na naszą grupę. Ma synka w wieku naszej małej. Na szczęście to mój mąż pływał, a nie ja. Nie wiem, czemu na szczęście, ale tak jakoś dziwnie, nagle odkrywam coś o jego prywatności, a z drugiej strony mogę zobaczyć, że on może mnie zrozumieć, albo pokazać niektóre rzeczy z męskiego puntu widzenia i jeśli chodzi o ojcostwo nie jest tylko teoretykiem. Ciekawe jak on się z tym poczuł, jak mnie zobaczył i ciekawe, czy będzie chodził na moją grupę. Nie przyznałam się mężowi, że to on. I może dobrze, bo mógłby się źle czuć, że ktoś, kto z nim pływa coś o nim wie i to jakieś intymne szczegóły życia, a powinien skupić się na naszym dziecku i na fajnej zabawie z nim. Tak. Dobrze zrobiłam.
Jem mój sernika (znalazłam super sernik na serniki 0% tłuszczu, bez konserwantów, soli, cukru, dodatków.... zaraz sprawdzę, czy jest dobry! I ma masę białka i mało węglowodanów). Znowu zapomniałam, jak się nazywa..... Zrecenzuję go po konsumpcji!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz