środa, 30 października 2013

Życie bez kontroli

Ech, dziwnie się tak żyje, bez wagi, bez centymetra, bez lustra nawet. Bez ciągłego kontrolowania sytuacji. Dalej jednak moja waga jest w moich myślach, jedzenie jest w moich myślach. Większą część czasu. Tak to chore, to nienormalne. Niby unormalniam mój stosunek do jedzenia, a jednak myślę o nim cały czas. Moja dieta nie jest głodowa, nie chodzę głodna, a jednak często żyję od posiłku do posiłku. Dziś i wczoraj czułam się wyjątkowo przejedzona. Obiady były niekontrolowane, w sensie nie zmierzone i nie obliczone, tylko na mój własny rozum. Treningi dalej marne, chociaż dziś ćwiczyłam w zasadzie godzinę: turbo spalanie Ewki i mój szybki trening tylko 6 ćwiczeń w 2 seriach. Pańszczyzna odrobiona. Powiedzmy, że są to tygodnie relaksu i na nabranie energii i ochoty do ćwiczeń. Jutro jeszcze dzień na wsi, ale wracam do domu. Spodnie niby są dalej luźne, brzuszek tylko był duży, ale dalej mam potrzebę kontroli. W piątek rano 1 listopada (nowy miesiąc, nowe wyzwania, nowe możliwości) zważę się i zmierzę i zobaczymy, jak źle jest, a może dobrze. W każdym razie, jakby waga szła w złym kierunku to postaram się pilnować, chociaż wątpię żebym na przykład zrezygnowała ze słodyczy w weekend. Zobaczymy jak to będzie. Na razie nie ma co gdybać, trzeba zrobić sobie herbatkę na noc i albo pójść spać, albo zapuścić jakiś film. Dziś nawet nie chciało się mi iść na spacer z małą - co za marazm! Poszwędałyśmy się tylko po ogrodzie. Zresztą w powietrzu wisiał deszcz. Jutro ma być słońce, jutro będzie lepiej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz