Dziś byłam z moim maleństwem na spacerze. Chodziłyśmy ze 2 godziny. Od treningu odpoczywam. Po wczorajszym ABT, które miało być relaksem mam niezłe zakwasy. Kto by się spodziewał! Całe boczki mnie bolą. No właśnie, były ćwiczenia niby lekkie, ale się przyłożyłam. Przyda się, zwłaszcza, że po ciąży zniknęła mi talia. Muszę popatrzeć, kiedy by iść jeszcze na zajęcia do Platinium ;-)
Dostałam również dzisiaj nowy plan dietetyczny, jednakże mam do niego jeszcze kilka pytań i zastrzeżeń. Nie wszystko się mi zgadza, na przykład na II śniadanie i na kolację mam jeść mniej produktów białkowych niż jadłam. Muszę to wyjaśnić, bo niby to tylko mniej o 5 g na posiłku, ale się liczy! Mam też za duży obiad, a prosiłam, żeby mi nic już nie dokładać do obiadu. Wolę większe śniadanie, tak więc jeszcze się muszę dopytać. Nie będę więc na razie liczyć kaloryczności diety ani nic sprawdzać i kombinować. Od jutra robię fazę stabilizacyjną, co drugi dzień mam modyfikować po jednym posiłku, a nie wszystko na raz i pisać raport co 2 tygodnie. Zobaczymy co z tego wyniknie. Dostałam mój wykres z wagi. Nie jest źle. Ocena ciała 8/10. Startowałam z 5, więc jest ogromna różnica. Jeszcze ten jeden kilogram tłuszczyku przydało by się zrzucić i już będzie perfect, ale i tak już jest dobrze. Muszę ogarnąć te nowe gramatury i nowe zasady. Z dobrych rzeczy - na kolację zjadłam moją zupę krem z pomidorów i papryki i dodałam do tego grzanki z serkiem żółtym LEGALNIE :D Jestem najszczęśliwszą osobą na świecie. Maleństwo poza tym schodzi gorączka (to jest prawdziwy powód do szczęścia, więc jest się z czego cieszyć).
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz