Stwierdzam, że znudziła się mi Ewka. Wczoraj mimo, że planowałam to nie wykonałam jej treningu, nie wiem, czy one cokolwiek dają - choć zawsze to porcja ruchu. Postaram się jutro to odpracować i w weekend też - tak, żeby wykonać chociaż 3 treningi Ewki w tygodniu i skończyć tę jej książkę. Dziś byłam na siłowni + chodziłam na bieżni pod górkę + byłam na zajęciach HIIT. Bilans: 980 kcal spalonych. I dobrze, bo zjadłam dziś jedno nadprogramowe jajko ;)
Zważyłam się rano na czczo, ale przed wizytą w kibelku: 56,3 kg, czyli mniej więcej bez zmian. W biodrach tak jakby jeden centymetr znikał, ale to jeszcze nie pewne, w każdym razie idzie w stronę 90 cm - jupi!!! To mnie już zadowoli i to bardzo. Tak naprawdę, to gdy patrzę w lustro to z jednej strony czuję satysfakcję i jestem już zadowolona z mojego wyglądu, a z drugiej czuję się taka korpulentna (o ile jest takie słowo, ale ono chyba dobrze określa mój wygląd). Masywne uda, wciąż jeszcze wystający brzuch, duża pupa... i tu pojawia się pytanie - walczyć dalej o coś, co być może jest nierealne, czy uznać, że jest ok i cieszyć się tym, co mam. Najlepiej realnie określić cel, czyli te 10 kg tłuszczu. Rozsądne i osiągalne. Na następnej wizycie kontrolnej u dietetyczki sprawdzimy ile tego tłuszczu jest. Będę mieć też zmieniany plan treningowy, gdyż coraz mniej karmię piersią. Nie karmię już w nocy, a Maleństwo spokojnie zjada już całkiem obfite śniadanie, obiad i kolację - w takim razie na pewno pije mniej mleka. Oduczam ją również od tygodnia jedzenia w nocy. Mam nadzieję, że zrobię to mądrze - tak, żeby nie przytyć, bo wiem, że to bardzo często się zdarza. Na szczęście mam Karinę i ufam jej - ona mi wszystko wyjaśni.
Muszę zmienić trochę moje podejście do jedzenia (znowu) - a konkretnie do jego ilości. Jem, mimo, że czasem nie jestem głodna - teraz może to co innego, bo trzymam się planu, ale na ogół mogłabym jeść nieskończenie wiele i nie znam żadnego umiaru, a przecież nie chodzę teraz głodna, wręcz przeciwnie. Zachowuję się jak wygłodniałe zwierzątko, które nie widziało jedzenia. Takie właśnie są skutki przeprowadzania nieskończonej ilości kuracji odchudzających - bez ładu i składu, bez mądrego podejścia, głodząc się, odmawiając sobie wszystkiego! Muszę pamiętać, że nie będę chodzić już głodna. To, że zrezygnuję z 10 czy 20g węglowodanów na obiad nie zabije mnie!!! Zapamiętać i wdrożyć. Przecież nie lubię chodzić objedzona!!!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz