Pierwszy dzień tygodnia minął pomyślnie. Pomimo, że rozlało się strasznie i mój mąż wrócił ze 2 godziny później z pracy niż zazwyczaj (nie miał parasola więc czekał, aż przestanie padać), to udało się mi zrobić zakupy w teskaczu, a także wyskoczyć na godzinę na siłownię. Trening siłowy + 20 minut interwałów zaliczone. Niestety musiałam odwiedzić siłownię osiedlową, bo na moją nie chciało się mi jechać tylko na sam trening bez fitnessu - smród, zaduch, pot i masa ludzi. Jedyna zaleta jest taka, że 5 minut od domu i gdy nie zdążę, to mogę iść nawet na 21, bo otwarte do 22:30.
Zgrzeszyłam odrobinkę i zjadłam trochę za dużo otrębów na podwieczorek... ale jak mówiła Karina nic się nie stanie, jak raz się zje trochę więcej (do tego zjadłam starego melona, który już zaczął gnić.... trzeba było go wyrzucić, nie jestem z siebie zadowolona! Zwłaszcza, że kupiłam takie pyszne śliweczki, od których jestem totalnie uzależniona!!!). Dostałam też dziś od niej maila:
Super sobie Pani poradziła, własnie proszę tak nie sprawdzać wagi bo zależy nam przede wszystkim na redukcji tłuszczu. Jeżeli czuje Pani, że spodnie są luźniejsze to znaczy, że jesteśmy na dobrej drodze
Bardzo fajnie poradziła sobie Pani z tą szarlotką:) Świetny pomysł.
1 lampka wina na 2 dni to jak najbardziej ok.
Treningi też bardzo ładne.
Trzymam za Panią kciuki,
Serdecznie pozdrawiam,
Tak więc jestem rozgrzeszona z wypicia jednej lampki wina na tydzień, czyli już wiem, ile mogę pić alkoholu.
Zdrowych rzeczy też wiem ile mogę jeść. Później będę dokładnie ustalać/negocjować ile mogę jeść niezdrowych.
Jutro cały dzień ma padać, więc nawet nie pójdziemy z Małą na spacer. Zabiorę się za projektowanie pokoju jutro, bo dzisiaj był długi dzień. Czas na relaks.... czyli pewnie zaraz będzie karmienie i znów zostanę wyssana w nocy do ostatniej kropli!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz