Poniedziałek. Zważyłam się. Jest 56,6 kg a miało być 56,0, czyli plan nie osiągnięty, jednak nie poddaję się. Jeszcze tylko 4 tygodnie diety. To przecież nic dla kogoś, kto wytrwał już 12+4 czyli 16 tygodni :) To tylko 25% z tego, co było.
Wczoraj sprzątałam szufladę w moim biurku. Znalazłam kalendarz, w którym zapisywałam na początku zeszłego roku jak się odchudzałam. Oprócz ćwiczeń była zapisane to, co zjadłam. Podwieczorek to na przykład były 2 mandarynki. 2 śniadanie też skromniutkie. Obiady często jadałam na mieście. Pierwsze śniadanie to drożdżówka i danio. I to głodzenie się wieczorem! Jadłam bardzo mało i niekoniecznie zdrowo. Teraz więc nie mam chyba co narzekać na moją dietę, bo naprawdę nie jest źle. Jem bardzo dużo. Nie muszę się głodzić, nie odczuwam wcale głodu - prawdą jest, że podjadłabym sobie jeszcze trochę, zwłaszcza owoców czy suszonych owoców, albo więcej chleba, ale przecież mam utrzymywać niewielki deficyt kaloryczny. I to tyle. Potem będę jeść więcej. I wszystko przebiegnie sprawnie i pod kontrolą. Jestem w bardzo dobrej formie. Dieta idzie w dobrym kierunku. Nie będę narzekać. Mam nadzieję, że waga jeszcze trochę spadnie, ale przeżyję, gdy nie będę już ważyć 54 kilogramów. Nawet to nieszczęsne 56 mnie zadowoli, byleby tkanka tłuszczowa spadła. Ale spokojnie, nie poddaję się. 4 tygodnie walki jeszcze przede mną. Poza tym po 4 tygodniach też nie rzucam diety. Dalej będę ją kontynuować, będę jedynie zwiększać ilość przyjmowanych kalorii. Muszę się dokładnie wszystkiego dowiedzieć, jak będzie z moimi przyjemnościami i grzeszkami i nie będę sobie folgować. Okazuje się że 2 tygodnie obżarstwa wakacyjnego nie zostały odrobione jeszcze w ciągu 4 tygodni po wakacjach. Hmmm, rzucanie się na jedzenie po diecie to największy błąd jaki można popełnić!!! Trudno, kolejny tydzień przede mną. Do roboty.
Rozplanowuję teraz jadłospisy na cały tydzień. Wiem mniej więcej codziennie co będę gotować, dzięki temu można zrobić sprawne zakupy i człowiek nie rzuca się na byle co, tylko po prostu wie, co ma jeść. Planuję również jadłospis na następny dzień, więc również nie mam problemu z pokusami.
Maleństwo grzecznie śpi, nie wiadomo jak długo, bo położyłam ją tylko na krótką drzemkę. Idę przygotować kurczaka na obiad. Będzie makaron z kurczakiem i pieczarkami w sobie z jogurtu greckiego i pietruszki. I jeszcze trzeba ugotować zupkę dla Maleństwa.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz