Muszę się jakoś zregenerować w tą niedzielę - najlepiej położyć się spać. Projektowanie wieczorne i harówa w dzień mnie wykończyły. DO tego czuję się brzydka i niekochana. Mąż pojechał po mamę swoją na wieś. Mam taką myśl, że jakby poświęcił mi 5% tego czasu, który poświęca swojej mamie, to nasze małżeństwo by kwitło. Jeszcze do tych znajomych mamy jechać.
Dziś odpoczywam od treningów. Przećwiczyłam 6 godzin w tym tygodniu - ustalam sobie to na mój standardowy czas ćwiczenia. Tyle wystarczy.
No i się mała obudziła, a ja nie wykąpana, nie umyta, ledwo żywa. Nie widzę jakoś tej regeneracji. Nawet jej na chwilę nie mogę zostawić bo pełza po całym pokoju i wczoraj sobie nabiła pierwszego guza. Będzie siedzieć w łóżeczku, trudno.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz