Dzisiejszy trening z Ewką był morderczy. Wylało się ze mnie wiadro wody, przynajmniej pod koniec. Stwierdzam jednak, że jestem coraz bardziej zmęczona i zła. Gdzie te pieprzone endorfiny? U mnie wyzwoliła się jakaś zła energia. Może to przez konflikt wewnętrzny, gdyż już jakiś czas temu doszłam do tego, że trzeba mieć dni odpoczynkowe a tu nagle codzienne treningi!? Niby pół godziny, a dają w kość. Dziś byłam jeszcze na siłowni zrobić czysto siłowy trening. Dodatkowa porcja kardio zabiłaby mnie. A może moje przemęczenie spowodowane jest tym, że od pół roku nie przespałam jeszcze całej nocy?
Zabrałam się za projekt pokoju mojego malucha. Utknęłam na inwentaryzacji, samemu z taśmą to niewykonalne. Zdobyłam więc dalmierz, ale jutro wyjeżdżam na wieś na 2 dni, więc nici z jakiejkolwiek pracy. Oj, coś robota nie posuwa się za szybko! Ale w piątek zrobię inwentaryzację obydwu pokoi, rozrysuję rzuty i kłady ścian i zacznę modelowanie w 3d. Koniec obijania się!!!
Idę teraz spać, bo ledwo żyję. Jeszcze muszę wszystko na jutro popakować, łącznie z jedzeniem dla mnie i dla małej. Oh my god, będzie tego dużo!!! Dobrze, że wózki i łóżeczka zamknięte już w aucie, bo bym się przekręciła.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz