Weekend za nami i... pierwszy tydzień bez słodyczy też za mną. Mimo, że byli u nas dzisiaj goście, mimo że upiekłam podobno przepyszną szarlotkę, to nie dziubnęłam jej ani trochę. Dla siebie zrobiłam wersję light - bez cukru, bez kaszy manny, która jest mi zakazana, jedynie z odrobiną masełka. Cóż, ono też jest mi zakazane, ale jednak trochę tłuszczy mogę jeść, a na obiad nie spożyłam ich wiele, bo było leczo robione prawie że wyłącznie na wodzie oraz pieczeń z mięsa mielonego, do której w ogóle nie użyłam żadnego tłuszczu. Mam nadzieję, że zostanie mi wybaczone.
Wstałam dzisiaj rano, poszłam się zważyć, jak to zaplanowałam - i co? I waga poszła w górę. Ważenie jednak odbyło się przed wizytą w kibelku, a więc uznaję je za nie do końca wymierne. Było 56,7 kg :/ a na ten tydzień miałam zaplanowany cel 56,0kg! Nie najlepiej! Z drugiej jednak strony postawiłam na trening siłowy. Porządny, morderczy z obciążeniami i z progresem w celu zbudowania tkanki mięśniowej. Ostatnio okazało się, że zniknęło mi 1,5 kilo mięśni! Trzeba więc to odpracować. 2 kilo tłuszczu też jest do zgubienia. Tak więc nie przejmuję się zbytnio, jutro się zważę jeszcze raz i nawet jak nie będzie super dobrze to i tak się nie będę przejmować, bo będę się kierować wynikami z pomiaru profesjonalną wagą. Ona mi prawdę powie. Będzie dobrze, wierzę w to. Spodnie moje zrobiły się luźniejsze. Jadłam w tym tygodniu bardzo regularnie i zdrowo i nie miałam już tak, że cały czas myślałam o jedzeniu, widzę więc postęp. Za niezjedzenie słodyczy w weekend mam dostać 50 zł - będzie na później, na jakieś fajne przyjemności. Pomyślę jeszcze na co.
30 dni z Ewą Chodakowską zamieni się chyba w 60 dni w Ewą, bo w dni w które robię trening siłowy nie jestem w stanie zrobić Ewki. Też mam jakieś ograniczenia czasowe (na przykład 90% mojego czasu spędzam w kuchni gotując zdrowo dla siebie i dla rodziny). Staram się więc wykonać Ewkę 3 razy w tygodniu jako dodatek do moich treningów. Przy moim doświadczeniu (16 lat aktywnego trybu życia!) nie czuję za bardzo tych treningów, nie mam zakwasów. Owszem, zmęczę się trochę, myślę więc, że mogę je potraktować jako takie lekko-średnie cardio i tak będzie najrozsądniej.
Jutro nowy tydzień i nowe wyzwania. Ostatnie 4 tygodnie diety 1800 kcal. Ostatnia szansa na zgubienie paru dekagramów...
PS. Dochodzę powoli do wniosku, że nie mogę się tak przejmować wagą, bo się wykończę. Jeszcze i tak czeka mnie parę skoków (oby niewielkich) - odstawianie od piersi, powrót do pracy... mój tryb życia będzie się zmieniał i nie będę mieć na to wpływu, najważniejsze, że będę zdrowo się odżywiać. Muszę się pochwalić, że to był mój pierwszy w 100% zielony tydzień, czyli wszystko zrobiłam bardzo dobrze i nie mam sobie nic do zarzucenia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz