poniedziałek, 9 września 2013

Balans

Nowy tydzień. Udało się mi spotkać z koleżanką Magdą, która odchudza się u tej samej pani dietetyk co ja. Pomimo, że nie przestrzegała wszystkich jej wytycznych to udało się jej wrócić do jej wagi a nawet waży kilogram mniej. Okazało się, że jej też nie jest łatwo. Mąż jej cały czas truje, że nie wolno się jej odchudzać, że czemu nie ma siły dla niego, że czemu nie pracuje z nim do drugiej albo trzeciej w nocy, jak to miało miejsce wcześniej. Cóż, teraz mają drugie dziecko i ona ma pełne ręce roboty, nie mówiąc o tym, że karmi młodszą córkę cały czas. To też powód do awantur, bo przecież nie powinna być na diecie jak karmi. Dziś zjadła przy mnie kremówkę, więc nie żałuje sobie, natomiast trzyma pory posiłków, je regularnie i pilnuje kolacji, żeby nie jeść jej później niż o 19:00. I tu pewnie jest mój pies pogrzebany. Zaczynam jeść śniadanie później bo koło 7:30 -8:00 i kolacja wychodzi mi koło 20:00, a czasem jak się nie pozbieram to około 20:30. Będę się starać, żeby jeść ją zaraz po Małej, czyli jak ona je o 19:00 to ja o 19:30, a najpóźniej o 20:00, a jeśli będę ćwiczyć w tym czasie, to będę jeść tylko przekąskę potreningową (ciekawe, czy ona też nie dokłada mi kilogramów, ale chyba nie, ma ona na celu zabezpieczać moje mięśnie, a przecież nie chcę się pozbywać moich mięśni!!!).

Jutro wizyta u pani dietetyk i ważenie na naszej specjalnej wadze. Dowiem się całej prawdy. Nie odzyskałam zdaje się wagi przedwakacyjnej, ale w zasadzie jestem zadowolona z tego jak wyglądam i dobrze się ze sobą czuję. Tak więc idę w stronę równowagi. Nie miałam wyrzutów sumienia po weekendzie. To dobry znak. Ileż można żyć z wyrzutami sumienia po wszystkim, co się zje! Z drugiej jednak strony jak spojrzę czasem na mój tyłek to jestem przerażona, dlaczegóż on musi być taki wielki!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz