Sobota. Dziś się zważyłam: 56,6kg, czyli wspaniale idzie w dół i jest szansa na 55 kg do końca września, a jeśli tak, to nie poddaję się, o nie!
Dzisiejszy dzień spędziłam u rodziców, zjadłam więcej niż powinnam, bo na obiad aż 3 naleśniki z indykiem, a nie były one bardzo dietetyczne bo i z masełkiem i ze śmietanką i z serkiem żółtym. Do tego deser, ale eko i mało, czyli moja tarta kokosowa bez cukru oraz zapiekane jabłka mamy na herbatnikach razowych. No trudno, daruję sobie tą lekką rozpustę, zwłaszcza, że jeszcze trochę muszę zacisnąć pasa i wytrzymać. Osiągnę mój cel. To był taki mój dzień odpoczynkowy, zresztą podobno badania pokazują, że w różnych sytuacjach jest coś takiego jak społeczne przyzwolenie na jedzenie więcej i występuje ono na przykład w domu rodzinnym albo w większym towarzystwie. Podobno je się wtedy nawet do 90% więcej niż normalnie! Cóż, nie przesadziłam aż tak, ale 1800 kcal to na pewno nie było. Powiedzmy, że przyspieszyłam sobie dzięki temu przemianę materii. Jutro niedziela. Planuję się nagrodzić i pójść na jakieś dobre ciasteczko i loda do cupcake corner. Nigdy tam nie byłam. A od poniedziałku walczę dalej. We wtorek spotkanie z panią dietetyk pomiary i moment prawdy!!!!
Ech, późno już, pora zmusić się do ćwiczeń z Ewą. Nie wiem, kiedy ja zrobię moje regularne treningi, bo brakuje mi czasu dokładnie na wszystko!
Udało się mi zrobić inwentaryzację pokoiku Małej, ale naszej sypialni jeszcze nie zrobiłam, a chcielibyśmy przystąpić wkrótce do remontu. Ogarnę się i zabiorę się za to. Jutro zinwentaryzuję nasz pokój i rozrysuję rzuty i kłady ścian, a od poniedziałku modelowanie i wymyślanie :-)
![]() |
| Zdrowe i energetyczne śniadanko - podstawa udanego dnia |

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz