Byłam u mojej dietetyczki. Zważyłam się na specjalnej wadze i ... mina mi zrzedła! Prawie 2 kilogramy więcej tłuszczu, pomimo, że od trzech tygodni trzymam dietę to jednak waga przedwakacyjna nie wróciła. 12,2 kg tłuszczu, a było 10,3 kg! Jest różnica. Ustaliłam z panią dietetyk, że dam rade jeszcze 5 tygodni wytrzymać na mojej diecie, a potem będziemy stopniowo z niej wychodzić. Powoli będę dokładać kalorii i obserwować, jak zachowuje się mój organizm. Rzucenie się na jedzenie od razu po diecie to wielki błąd - patrz wakacje. Nie ma co się załamywać. Niewiele jeszcze. 2,2 kilo tłuszczu do zrzucenia, dam radę! Tak naprawdę to spokojnie w te 5 tygodni powinnam sobie poradzić, może nawet uda się trochę wcześniej. Trzeba tylko zewrzeć poślady i spojrzeć prawdzie w oczy, że 3 tygodnie diety dietą, ale nie trzymałam jej tak do końca. Jak sięgnę pamięcią wstecz to przypomnę sobie moje grzeszki:
1. 4 ciastka z buczka zjedzone po kryjomu w parku
2. sporo naleśników tłustych u mamy na sobotnim obiedzie
3. krem czekoladowy z kaszy jaglanej
4. tarta kokosowa z olejem kokosowym
5. Późny obiad u teściowej
6. Eko ciastko jabłkowe u mamy
7. Podjadanie owocków suszonych i czekolady po obiedzie
8. Granola
Pewnie jeszcze coś by się mi przypomniało. Moich nagród weekendowych nie liczę. W sumie sporo kalorii, które nie pozwalają mi schudnąć. Mój grzech główny: 3 razy kawa z dużą (150ml) ilością mleka. To wychodzi prawie pół litra dodatkowego słodkiego napoju! Oto odpowiedzi, dlaczego nie mogę schudnąć!!!!
Czekolada gorzka, nawet 2 kostki - mogę zjeść, ale raz w tygodniu! Boże, co za sajgon. No ale mam odpowiedzi na wszystkie pytania, czemu waga nie spada, czemu tłuszcz tak drastycznie wzrósł!
Czekolada gorzka, nawet 2 kostki - mogę zjeść, ale raz w tygodniu! Boże, co za sajgon. No ale mam odpowiedzi na wszystkie pytania, czemu waga nie spada, czemu tłuszcz tak drastycznie wzrósł!
Od teraz wolno mi pić tylko jedną kawę dziennie. Tak pozwoliła mi pani Karina, dietetyczka. Nie wolno mi jeść słodzonych płatków typu granola, a właśnie sobie zrobiłam spory ich zapas. Pocieszające jest to, że jeszcze tylko 5 tygodni i będę mogła włączyć do diety ser żółty, awokado, a nawet będzie mi wolno zjeść łyżeczkę dżemu. Mam być teraz w stałym kontakcie z Kariną i informować ją co tydzień o mojej wadze. Będę się ważyć raz w tygodniu - w sobotę albo w niedzielę.
Pizza na spotkaniu towarzyskim - owszem, ale jeśli zjem jej tylko jeden kawałek. To już lepiej zrobić sobie zdrową sałatkę albo kanapki.
Oprócz tego treningi. Spadła mi masa mięśniowa. Nie ćwiczę już tak mocno jak wtedy gdy miałam trenerkę personalną. Od tego tygodnia włączam więc trening siłowy - porządny na siłowni z ciężarami, superseriami, tradycyjny, z niewielką ilością powtórzeń. Trzeba zbudować trochę masy mięśniowej, to poprawi się metabolizm. Ewa Chodakowska? Tak, ale nie codziennie. Będę ją ćwiczyć 3 razy w tygodniu, wtedy, kiedy nie będę chodzić na siłownię, mogę też wtedy dołączyć jakieś cardio jak się mi uda, ale pogoda robi się coraz gorsza, więc z bieganiem czy z rowerem może być trochę słabo, ale zrobię sobie jeden dzień odpoczynkowy w tygodniu, bo nie można tyle ćwiczyć. Nawet jak przećwiczę tylko 4 godziny w tygodniu to powinno być dobrze, powinno wystarczyć, byle by dobrze ćwiczyć.
Kolejna wizyta kontrolna równo za 5 tygodni, we wtorek 15 października. Liczę na sukces, nie poddam się.
Acha, mam nie omijać posiłków i jeść kolacje, żeby uczyć się regularności. Myślę, że jak wyeliminuję inne błędy to i tak powinno być dobrze. Do dzieła. Do roboty. Już niedużo, już niewiele, już niedaleko!!!
PS. Moja osobista waga domowa pokazuje około 4% więcej tkanki tłuszczowej, niż waga Kariny. Dziś waga Kariny pokazała około 20% (sprawdzę to dokładnie jak dostanę maila z wynikami), a moja 23,9% tłuszczu. W każdym razie, żeby mieć mniej więcej pogląd, jak zacznie u mnie na mojej wadze spadać % tłuszczu i obniży się do około 22%, to będzie znaczyło, że jest dobrze. Może uda się mi w krótszym czasie uzyskać mój cel. Wystarczy się postarać.
Trening siłowy zaliczony. Na rozgrzewkę 15 minut biegu z prędkością 7,8 km/h, potem 6 ćwiczeń w 3 superseriach, na koniec 10 minut marszu z prędkością 6,0 i ze spadkiem 7,8%. 430 kcal spalonych. Metabolizm podciągnięty. W sam raz na noc ;-) Jutro tylko Ewka.
PS. Moja osobista waga domowa pokazuje około 4% więcej tkanki tłuszczowej, niż waga Kariny. Dziś waga Kariny pokazała około 20% (sprawdzę to dokładnie jak dostanę maila z wynikami), a moja 23,9% tłuszczu. W każdym razie, żeby mieć mniej więcej pogląd, jak zacznie u mnie na mojej wadze spadać % tłuszczu i obniży się do około 22%, to będzie znaczyło, że jest dobrze. Może uda się mi w krótszym czasie uzyskać mój cel. Wystarczy się postarać.
Trening siłowy zaliczony. Na rozgrzewkę 15 minut biegu z prędkością 7,8 km/h, potem 6 ćwiczeń w 3 superseriach, na koniec 10 minut marszu z prędkością 6,0 i ze spadkiem 7,8%. 430 kcal spalonych. Metabolizm podciągnięty. W sam raz na noc ;-) Jutro tylko Ewka.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz