niedziela, 10 listopada 2013

Step z Mariosem

Udało się! Pomimo remontu, ogólnego zestresowania w domu udało się mi pójść na zajęcia master class w Fitness Platinium! Do Platinium przyjechał Marios Meletis poprowadzić warsztaty i zajęcia dance i step. Mnie udało się dotrzeć na step. Miałam mega stresa, bo dawno nie chodziłam na zajęcia choreograficzne, ale było naprawdę wspaniale! Brakuje mi tych czasów, kiedy wstawałam w sobotę rano szłam na fitness, czasem na 2 godziny, czasem na 3, potem niespiesznie wracałam do domu, albo spędzałam jeszcze parę chwil... godzin na sofie w klubie z dziewczynami!!! Te czasy nie wrócą. Teraz spiesznie po zajęciach pognałam do domu i do moich domowych obowiązków. Naprawdę brakuje mi tej beztroski, czasu na moje hobby, ale pasja i zamiłowanie nie minęły. Gdy tylko będę mogła to będę uczestniczyć w takich wydarzeniach. Udało się mi spotkać moją Kasię, oczywiście coraz mniej mamy ze sobą wspólnego, nie spędzamy już ze sobą tyle czasu, ale i tak łączy nas wspólna przeszłość i wspólne hobby. 

W tym tygodniu przećwiczyłam 4,5 godziny, czyli ok (wg mojej trenerki, bo według moich starych standardów ciągle mało), za to wprowadziłam nowe zajęcia XCO i super step. W godzinę poszło ponad 600 kcal, było naprawdę szybko i intensywnie!!! Dziś miałam jeszcze ćwiczyć, ale tapetowaliśmy pokój, byłam na spacerze, a mała w nocy wstawała z milion razy, więc jestem bardzo zmęczona i dzisiejszy trening przekładam na jutro.

W nowym tygodniu zamierzam pójść na dance i na nowe zajęcia Insanity. Do tego TRX+kettlebell. I pomyślę też nad pójściem na trening wprowadzający w następnym tygodniu, wtedy też zaczynam trening siłowy. Do Perfect Gymu chyba za bardzo nie ma już co jeździć. Moi ulubieni trenerzy Aga M. i Marek M. nie pracują tam już od listopada, więc nie ma nikogo porządnego, kto by poprowadził rowery, ani nie wiadomo, kto prowadzi perfect HIIT. Zresztą na te zajęcia chodziłam tylko dla Agnieszki. 

Treningi będą więc dobre, postaram się mieć jak najlepsze efekty.

Dietę trzymam.... hmm, chociaż ten tydzień był urodzinowy i w poniedziałek skusiłam się na kawałek szarlotki z weekendu. Czwartku nie liczę,bo to moje urodziny, więc świętowałam. W ten weekend też sobie nie odmówiłam słodyczy, ale nie takich ciężkich przynajmniej. Zważę się jutro i postaram się przez następne 5 dni tygodni trzymać moją dietę stabilizacyjną, tak, żeby waga szła w dobrym kierunku. 

Maleństwo płacze, chyba chce mnie zmanipulować, bo się jej nudzi, a ja mam jej dostarczyć rozrywek :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz