niedziela, 3 listopada 2013

Chwila relaksu i grzeszki grzeszki grzeszki

Pisałam już o moim lenistwie. W zasadzie cały ten tydzień traktowałam ćwiczenia, jako obowiązek, który trzeba zaliczyć. Zaliczyłam więc. Oprócz dnia dzisiejszego. Dziś ćwiczyłam dla przyjemności. Nic wielkiego. 30 minut bieżni 140-150 BPM oraz godzina zajęć STEP+ TBC. Takie zajęcia pewnie niewiele mi dają, oprócz radości i przyjemności. Choć w sumie spaliłam 700 kcal. Nie wiem, jak to się ma do tego ile zjadłam w ten weekend, bo pozwoliłam sobie na słodyczowe szaleństwo. W sobotę zjadłam mojego wymarzonego dakłasa z wypieków krakowskich. Był wart swojej ceny. Idealny. A dziś szarlotka razowa mojej roboty z lodami. Zjadłam aż dwa kawałki. W piątek waga była super, bo 55,2 kg. Dziś niepotrzebnie weszłam na wagę, bo pokazała znacznie więcej. Nie będę o tym pamiętać, nie będę brać tego pod uwagę. Obawiam się, że trochę więcej mam w biodrach, ale to raczej nie jest możliwe, skoro waga i w piątek i w sobotę była ok. Nie popadajmy w paranoję. Dziś trochę mniej też odmierzałam pokarmy, bo nie miałam na to czasu. Jutro nowy tydzień. W tym tygodniu mam urodziny. Zobaczymy, co wymyślę, bo oczywiście znów planuję jakąś rozpustę. Ważne, żeby to nie poszło w złym kierunku. Ważne, żebym nie zmarnowała efektów mojej ciężkiej pracy i nie zaczęła tyć. Napisałam już sprawozdanie do Kariny. Od nowego tygodnia nowy program treningowy (muszę dokończyć jeszcze jeden trening ze starego, ale to tylko 20 minut, więc potraktuję to jako rozgrzewkę). Nic nadzwyczajnego, lekkie ćwiczenia w domu, bez obciążenia. Ach, kiedy ja poćwiczę coś porządnego. Trzeba się umówić do platinium, na trening wprowadzający, podobno warto! Koleżanka była i mówi, że ma zakwasy wszędzie! Musiała trafić na naprawdę dobrego trenera. Tyle zajęć do sprawdzenia w tym platinium, a ja nie mam kiedy chodzić.... Ech.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz