Weekend minął dość szybko. Jak to zwykle bywa, choć można powiedzieć, że dziś jeszcze był taki przedłużony weekend. Mój mąż miał wolne, więc część obowiązków mógł przejąć i na przykład poszedł na spacer z małą. Ja za to byłam z nią na basenie. Treningu dziś nie było, bo odpoczywałam, chociaż nie wiem, po czym. Skusiłam się niestety po obiedzie na malutki kawałeczek mojej razowej szarlotki po obiedzie. Niestety, bo miałam jeść słodycze tylko w weekend, w formie nagrody za aktywny i dobry tydzień. Z drugiej jednak strony nie chcę żyć w takim poczuciu, że sobie ciągle czegoś muszę odmawiać, bo potem kończy się to rzucaniem się na ciastka. No właśnie. Trzeba znaleźć równowagę, bo z jednej strony nie chcę sobie odmawiać, a z drugiej nie chcę zaprzepaścić efektów mojej ciężkiej pracy, zwłaszcza, że moja waga pokazała dziś aż 56,2 kg, a już było kilogram mniej!!!! Nie wiem, czy to chwilowy wzrost, pewnie tak, bo w 3 dni tyle znowu nie przytyłam, ale jest to niepokojące. Niby naturalne zjawisko (zatrzymanie wody po cheat mealu), ale jakby tak spojrzeć prawdzie w oczy to cheat meala miałam aż 2 razy i w sobotę i w niedzielę ciastka!!! Miałam się ważyć tylko w soboty/ewentualnie niedziele, ale teraz kontrolnie zważę się jeszcze jutro, pojutrze i w ogóle będę codziennie, bo lepiej mieć wszystko pod kontrolą. No właśnie i tak w koło Macieju. Jeszcze mogę przytyć, bo małe je coraz mniej mleka, ale wolałabym tego nie zrobić. Po to mam panią dietetyk i swój rozumek, żeby tego nie zrobić. I tak za dużo mam jedzenia i zmniejszam sobie porcje. Dziś zjadłam mniej ziemniaków na obiad niż miałam, a porcja owsianki na śniadanie była tak ogromna, że zjadłam ją tylko z łakomstwa!
Jutro powrót do normalności - idę na fitness. Jupi!!!! Na zajęcia XCO. Nigdy na takich nie byłam, więc super. Muszę zweryfikować więc mój plan treningowy. Dodatkowo, zapisałam się na zajęcia z Mariosem Meletisem w sobotę. Jak przyjdzie tapeta, to będę musiała zrezygnować i tapetować. Ech, wszystko bym dałam, żeby mój mąż mnie puścił. Wczoraj złapałam strasznego doła, bo nie mogę już spędzać wolnego czasu tak, jak bym chciała, kiedy bym chciała i z kim bym chciała. O ile w ogóle mogę mówić o wolnym czasie. Może nie mam co narzekać, bo sporo go było pomiędzy milionem obowiązków, natomiast teraz jest ich jeszcze więcej, ale mam do nich podejście, że to przyjemne obowiązki. Dziś na przykład malowałam obrazki dla mojej księżniczki i nawet całkiem fajnie mi wyszły. Zrobiłam 2. Jeszcze 3 i będzie komplet. Niestety moje oczy mają swoje ograniczenia. Padam na ryjek, więc idę spać... albo jeszcze obejrzę serial. A co! Chociaż powinnam trochę bardziej szanować sobie sen.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz