Tak jest, zaczynam czuć ogromne zmęczenie. Czy to Insanity? Pewnie też, ale oprócz tego mam mnóstwo rzeczy do zrobienia. Do tego wypracowałam sobie jakąś infekcję po basenie z Małą, co pewnie też mi nie pomaga. Urinal mi pomaga i nie muszę sikać co 10 minut, tylko co 15 ;-)
Insanity się mi podoba bardzo. Włączyłam przekąski potreningowe i jem... cały czas, tak więc mam już trochę dość. Dość jedzenia, a z drugiej strony czuję, że potrzebuję jeść, bo własnie coraz więcej kalorii zużywam. Dziś nie do końca jestem zadowolona ze swojej diety, bo jadłam na mieście, tzn. kupiłam obiad w osiedlowej restauracji: barszcz czerwony zabielany, eskalopki z kurczaka i łazanki. Łazanek na szczęście nie zjadłam, bo to jeden tłuszcz, były ze skwarkami, tylko ugotowałam sobie ziemniaki, a do tego moja nieśmiertelna brukselka. Z tego jestem naprawdę dumna. Do kawy po obiedzie zjadłam sobie jedno Crispello, taka mini niewinna przyjemność. Tylko 50 kcal, więc szkody wielkiej nie będzie, a ja nie będę czuła, że wiecznie sobie czegoś odmawiam. Za to po eskalopkach jest mi niedobrze. Czasem tak bardzo nie chce się mi gotować obiadu, ale wtedy trzeba korzystać ze sprawdzonych opcji i ze sprawdzonych miejsc, a nie z jakichś przypadkowych. Następnym razem lepiej to przemyślę, nawet lepiej sobie zrobić w domu cokolwiek prostego, byle co, byle by odpowiadało moim standardom. To będzie dużo lepszy wybór.
Muszę się zmotywować i wstawać wcześniej, pomimo mojego zmęczenia, żeby robić moje treningi. Wtedy po pierwsze nie będę musiała tak dużo jeść, a po drugie Małe nie będzie się denerwować jak ćwiczę, bo będzie spało i będę mieć więcej czasu na inne rzeczy, ale oczywiście będę mieć mniej siły. Cóż, pora się przyzwyczaić do wczesnego wstawania. Jutro o 6: 15 zadzwoni mi budzik. Od 6:30 będę dobić trening, a potem śniadanie między 7:30 a 8:0 - i tak chciałam pory posiłków przestawić o pół godziny, żeby jeść mniej więcej tak, jak Mała. Wracając do pracy będę to znowu przestawiać, ale to dopiero w lutym. Mąż wrócił, muszę poodkurzać mieszkanie, popłacić rachunki i zabrać się za projekt. Oczywiście, ledwo żyję.
Optymizm, optymizm i jeszcze raz optymizm. Jest wspaniale i będę pracować nad tym, żeby było jeszcze lepiej. Spodenki są na mnie luźne. W sobotę będzie dzień ważenia. Czwartek i piątek będzie pod względem diety idealny, tak sobie obiecuję!!!!
PS. Nigdy więcej nie zjem nic smażonego na mieście. Niedobrze mi i odbija się mi tłuszczem po tych wstrętnych eskalopkach. Bleh!!!!
PS. Nigdy więcej nie zjem nic smażonego na mieście. Niedobrze mi i odbija się mi tłuszczem po tych wstrętnych eskalopkach. Bleh!!!!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz