I właśnie. Znowu weekend minął. Tym razem moja rozpusta trwała od czwartku. Waga znów pokazała więcej. Wczoraj 56,2 a dziś 56,3 kg. No może to jeszcze nie jest powód do paniki, tylko znowu zatrzymanie wody i treści pokarmowych. Ważyłam się przed wizytą w toalecie. Jednakże, gdyby waga się utrzymywała trzeba będzie przedsięwziąć odpowiednie środki. Spodnie też wydają się takie jakby ciaśniejsze... ech, czuję się gruba, ale spokojnie, bez paniki. Wszystko wróci do normy, zresztą jest w normie.
Pogoda jest taka, że nic tylko leżeć w łóżku pod kocem przed telewizorem i objadać się czekoladkami. Tego oczywiście nie robię, ale na sumieniu mam, to, co mam. Postanowiłam teraz przez 5 dni zdrowo się odżywiać, zresztą cały czas zdrowo się odżywiam, ale nie ulegać żadnym pokusom. W weekend znowu czeka mnie świętowanie, mianowicie mam się umówić z moją siostrą na zaległe świętowanie moich urodzin i jej... które były 2 miesiące temu! Jeszcze mamy szwagrów odwiedzić, którym urodziło się maleństwo tydzień temu oraz w poniedziałek 18 listopada przyjeżdżają do nas kolejni szwagrowie, ci, którzy są już jedną nogą w Norwegii. Okazji do grzeszenia będzie mnóstwo, trzeba więc podnieść swój metabolizm na największe obroty, albo swoją silna wolę wywindować nie wiadomo jak wysoko. I tak zaczyna się okres imieninowo-świąteczny. Będzie ciężko! Dam jednak radę, nie polegnę. Nie poległam teraz i dalej będę się trzymać. Po drodze będzie jeszcze kontrola u Pani dietetyk. Ważne, żeby trzymać się planu i tylko od święta pozwalać sobie na rozpustę i większe przyjemności.
Pogoda jest taka, że nic tylko leżeć w łóżku pod kocem przed telewizorem i objadać się czekoladkami. Tego oczywiście nie robię, ale na sumieniu mam, to, co mam. Postanowiłam teraz przez 5 dni zdrowo się odżywiać, zresztą cały czas zdrowo się odżywiam, ale nie ulegać żadnym pokusom. W weekend znowu czeka mnie świętowanie, mianowicie mam się umówić z moją siostrą na zaległe świętowanie moich urodzin i jej... które były 2 miesiące temu! Jeszcze mamy szwagrów odwiedzić, którym urodziło się maleństwo tydzień temu oraz w poniedziałek 18 listopada przyjeżdżają do nas kolejni szwagrowie, ci, którzy są już jedną nogą w Norwegii. Okazji do grzeszenia będzie mnóstwo, trzeba więc podnieść swój metabolizm na największe obroty, albo swoją silna wolę wywindować nie wiadomo jak wysoko. I tak zaczyna się okres imieninowo-świąteczny. Będzie ciężko! Dam jednak radę, nie polegnę. Nie poległam teraz i dalej będę się trzymać. Po drodze będzie jeszcze kontrola u Pani dietetyk. Ważne, żeby trzymać się planu i tylko od święta pozwalać sobie na rozpustę i większe przyjemności.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz