wtorek, 12 listopada 2013

Billy B. i Ewa czyli leniwy trening ogarnięty... a ochota na słodycze jest!

Dziś mój dzień treningowy. Ponieważ mój mąż ma imprezę firmową i nie wiadomo kiedy wróci, siedzę w domu. Udało się mi już zrobić trening, gdy tylko malutka poszła spać. Dziś coś nowego: Billy Blanks. Zrobiłam 35 minutowy trening na brzuch. Nie wiem, czy to było mocne czy nie. Zmęczyć się nie zmęczyłam bardzo, ale brzuch na pewno poczułam. Potem zapodałam sobie z lenistwa Ewę Ch., z którą coś ostatnio przeprosiłam się, Skalpel tym razem. Nie chciało się mi pocić i przemęczać. Robiłam go drugi raz w życiu i okazało się, że krople potu pojawiły się na dekolcie, a moje pośladki poczuły, że są, czyli zabolały. Hmmm, niby słabe, niby lekkie, ale jednak zmęczyło mnie trochę. Wyszła mi godzina dziesięć. 

Trochę się martwię swoją wagą, ale może niepotrzebnie. Najważniejsze to się nie roztyć i nie zmarnować efektów. Dopóki waga będzie się utrzymywać na poziomie 56 kilogramów to będę z siebie zadowolona! Oczywiście moim celem jest mniej niż 56, a nie tak jak teraz 56 z ogonkiem. Muszę się zważyć na czczo po wizycie w toalecie, wtedy będę mieć właściwy wskaźnik jak jest naprawdę. 

Zrodziła się we mnie ogromna ochota na słodycze. Dziś byłam w cukierni kupić chleb. To fajna lokalna cukiernia i mają jakieś nowe fajne ciastka, na przykład brownie! Pojadłabym sobie również czekoladki Karmello, które miałam sobie kupić na urodziny, albo zażyczyć od kogoś. Nie kupiłam i nie dostałam, ale dalej mnie kuszą. Do tego latte pierniczkowa z coffe heaven za mną chodzi i jakiś tort z cukierni Sowa, którą miałam przetestować w urodziny i nie przetestowałam. Do tego pizza z pizzerii z mojego bloku. I te wszystkie zachcianki chodzą za mną na raz!!!! Ech, jakoś z nimi będę musiała sobie poradzić. Dziś skończyło się na zdrowym serniczku bananowym, w którym jedynym grzechem było dodatkowe jajko. Reszta dokładnie wg planu. Najpierw trzeba doprowadzić moją wagę do porządku, a potem dopiero myśleć o przyjemnościach!!!! Niby dziś wtorek, ale mimo to weekend i tak się zbliża dużymi krokami. Mam nadzieję, że uda się mi jeszcze porządnie poćwiczyć w czwartek i w weekend. Jutro SPA :-D Raz na rok należy się mi, więc idę do spa na masaż i jakieś maseczki na twarz... czekoladowe! A co!!!!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz